wtorek, 26 lipca 2011

tak się zastanawiam...

... czy jest sens tworzyć kolejnego bloga, gdzie będą recenzje kosmetyków, bb kremów tudzież innych upiększaczy etc? Jesli i tak już prawie nie mam czasu prodzadzić tego, czy pisać w nim, bo w sumie o czym?
Każdy dzień wygląda niemalże tak samo, pobudka, trochę sprzątania, obiad potem odprowadzenie dziecka do przedszkola (no, teraz już prosto do opiekunów, bo zaczęły się wakacje), potem praca i wracam tuż przed 23 - wtedy  to już wiadomo, mam siłę na chwilę rozmowy, prysznic i położenie się spać. W tygodniu nie mam czasu nawe na zakupy spożywcze :/ raz na jakis czas, kiedy już naprawdę trzeba zrobić trochę zapasów, zamawiam wszystko on-line i ASDA dowozi mi je prosto do domu ;) a mniejsze zakupy typu chleb, mleko, wędlina, ser etc. robi Sławek w pobliskich sklepach. Ten brak czasu ma też swoje plusy - nie mam kiedy wydawać zarobionych pieniędzy ;) Aczkolwiek łatwo mi się klika na kolejne azjatyckie cuda w ebayu i potem tylko wypatruję listonoszki :] Oczywiscie czytanie pewnego forum (powinni mnie zbanować tam, napewno bym oszczędziła na tym ;) i innych blogów sprawia, że ja też cos muszę mieć, że to będzie absolutnie mój kolor, mój ulubiony kosmetyk, whatever. Rzeczywistosć bywa brutalna jednak i potem albo ta rzecz leżakuje w szufladzie aż trafi do jakiejs koleżanki ;) no i jedną koleżankę powoli zarażam miłoscią do BB kremów ;P jeszcze nie wariuje tak jak ja ale to tylko kwestia czasu ;)

poniedziałek, 11 lipca 2011

dzień za dniem

Odkąd pracuję czas jakby leci szybciej, albo dni się skurczyły albo sama nie wiem, bo nie wyrabiam się czasem z podstawowymi rzeczami... choć muszę przyznać, że i tak jest lepiej niz było na początku ;)

Do pracy jeżdżę ze znajomym więc po odprowadzeniu Juli do przedszkola i powrocie do domu mam jeszcze jakies 20 min na szybkie ogarnięcie pozostawionych pod nogami gratów, spakowanie się, przebranie w super glamorous, granatowy ESD top i czarne jeansy :) ewentualne ich wysuszenie suszarką jesli podaczas drogi do przedszkola zastał nas deszcz :/

Dzisiaj czasu mam trochę więcej, bo dziecię w przedszkolu siedzi od 9 rano. Tak więc zrobiłam "nowy, czysty pokój" jak to okresla młoda dama, który w tym stanie prawdopodobnie przetrwa do jutra rana a potem do końca tygodnia znów będziemy slalomem omijać pozostawione na podłodze kredki, mazaki, malowanki, szklane kulki, pociągi, autka, karty, klocki, tory etc.

Kurczę, cieszę się, że pracuję :D fakt, mieszkanie zapuszczone ale ja o wiele szczęsliwsza ;) choć czasem zmęczona, czasem bardziej nerwowa kiedy ja mówię "sobie" a Jula robie "sobie" ale... trafiłam na fajną linię w pracy, fajnych ludzi, czas mija szybko i póki co z chęcią do tej pracy chodzę :D
Przerwy spędzam na czytaniu książek Jodi Picoult, bo po przyjsciu z pracy nie jestem już w stanie przeczytać tyle, kiedy pracy nie miałam ;) a jeszcze muszę przeczytać wiersze Brzechwy albo opowiesci o Julce ;) a książki Picoult wciągają mnie zawsze bardzo, bardzo i myslę sobie, że kiedy doczytam ostatnią (prorokuję, że w tym tygodniu) to chyba zacznę je czytać od nowa ;) 

Nuta na dzis: