piątek, 25 marca 2011

my very own alphabet

anti-social | badly organised | chocolate ninja | depressed | emotional | a little freaked out | already grown-up | houswife | introvert | jealous | rather kind | lonely | miserable | nervous | out-of-work | perfectionist | reliable | shy | thoughtles | quite low-esteemed | useless | weepy |

niedziela, 20 marca 2011

spring begins

...teoretycznie od dzisiaj ;)

www.nataliedee.com

sobota, 19 marca 2011

zet

zerwać się z łóżka
zaparzyć kawę
zamalować smutek
zrobić śniadanie
zakupić niezbędne rzeczy
zaprowadzić do przedszkola
zaćwiczyć się do utraty tchu
zrobić obiad
zabrać do domu
zebrać z podłogi
zrobić kolację
zmyć
zasnąć
zapomnieć
znikąć
.

wtorek, 15 marca 2011

aktywnie

Dzień nam się zaczął aktywnie jak już dawno nie ;)
Miałam wstać o 6:00 i poćwiczyć ale alarm nieskutecznie dzwonił, potem jeszcze o 6:15, 6:30 i 6:45 - po tym czasie więcej alarmów nie przewidywałam, baaa, ja byłam wczoraj pewna, że o 6:45 to już będę w połowie fitnesu ;) ale gdzie tam... o 7:15 przyszła do mnie Julia, świeża jak szczypiorek, radośnie oznajmiając "Mamo, ja już się wyspałam! sama!" [udało jej się spać u siebie w pokoju do rana, bez nocnych wędrówek w moje objęcia ;)] Byłam przekonana, że przytuli się i zaśnie, zawsze tak robi przecież... a tu słyszę: "mamo, wstajemy, już jest jasno" No i wstał ten dziad mały a ja za nią. No ale nie ma tego złego ;) Po jej śniadamiu i moim względnym "ogarnięciu się" na tyle, by móc się ludziom pokazać pognałyśmy na autobus do miasta. Załatwiłyśmy ten nowy czajnik, krople do oczu z antybiotykiem, lizaki i czekoladki i żelki ;) Po przyjściu do domu zostało nam niewiele czasu do wyjścia do przedszkola - spakowałam jej prowiant do lunch boxu, bo nic w domu jeść nie chciała i poszłyśmy do tej "dziecięcej przechowalni". Dzięki temu, że miasto załatwiłam z dzieckiem miałam dwie godziny dla siebie - no i poćwiczyłam, z małym poślizgiem ale tak jak planowałam godzina ćwiczeń za mną :]
Dziecko odebrałam takie zmęczone, że nie miała siły jeść loda. Przy szkole / przedszkolu parkuje auto, z którego są sprzedawane lody - no i codziennie to samo: "Mamoooo, ja chcę loda, nie nie takiego małego, takiego dużego jak miał Mateusz, mamoooo". W efekcie połowę tego loda zjadłam ja :/

W domu niestety nie zdążyła zjeść obiadu, najpierw nie chciała a jak już powiedziała łaskawie, że owszem zje spaghetti to położyła się na podłodze i zasnęła. Cała Julia ;)

poniedziałek, 14 marca 2011

czajnik is dead

... więc jutro czeka mnie wyprawa do sklepu po nowy. Nie wiem co się stało z obecnym - wiem, że jak próbuję go włączyć to wywala korki i z gotowania nici :/ rano wodę na kawę gotowałam w garnku, po czym automatycznie, z przyzwyczajenia nalałam do kubka wody z niedziałającego czajnika... zimnej wody of course :]

Julia obudziła się z infekcją oczu - kurczę no... :( drze się przy przecieraniu oczu wodą a przy wpuszczaniu kropli to chyba sąsiedzi muszą myśleć, że ją ze skóry obdzieram :/ jutro w aptece zapytam się o jakieś krople dla niej czy coś podobnego. Podobno jej się zasnęło w przedszkolu ;) no cóż, musiałyśmy iść na 9 rano a 7:50 to wybitnie nie jej godzina do porannego wstawania, tym bardziej, że wczoraj była na imprezie ;)

środa, 9 marca 2011

Julia said... [2]

Jesteśmy w przedszkolnej toalecie, zakładam Julce rajtuzy pod spodnie (bo jednak nie jest tak ciepło jakby wskazywało na to świecące słońce i temp. +8 stopni C) i wchodzi dziewczynka z zaklejonym plastrem oczkiem [korekta zeza]. Julka z ożywieniem mówi:

- Ta dziewczynka ma plasterek na oczku.
- tak, ma ponieważ ma chore oczko i musi je wyleczyć.
- Noooo, przytrzasnęła drzwiami....
- :O :D [próbuję sobie wyobrazić jak może wyglądać przytrzaskiwanie oka drzwiami :D i nijak mi to nie wychodzi ;) ]

Julia na początku grudnia przytrzasnęła sobie palec drzwiami na tyle mocno, że od razu odskoczył cały pazokieć od macierzy i koniuszek palca wisiał na 1cm opuszku :/ Spędziłyśmy ponad 4 godziny na pogotowiu a mnie na wspomnienie tego dnia żołądek przewraca się do góry nogami :( Już się wszystko zagoiło, paznokieć odrósł i wszystko wygląda ok ale Julka jak widać to zdarzenie bardzo dobrze pamięta...

wtorek, 8 marca 2011

Dzień Kobiet

I oto nadszedł tak wyczekiwany przez wszystkie kobiety ich dzień :D no już się ten dzień kończy ale i tak było fajnie :)

byliśmy na zakupach - wybrałam sobie torbę :D nie, nie pięćsetną szminkę czy byszczydło ale torbę :) mniejszą niż zwykle bym mogła się nauczyć porządku i ograniczyć to tylko niezbędnych mi gratów ;) potem obiado lunch "u Chińczyka" - nie wiem jak ja to wszystko zmieściłam... i jak potem wstałam od stołu ale coś mi się wydaje, że jutro czekają mnie dwie sesje ćwiczeń zamiast jednej :/ no ale, raz się żyje ;)

do tego przyszedł mi "pękający" lakier do paznokci, który sama sobie zamówiłam na Dzień Kobiet na ebayu :))) już pomalowałam pazurki na różowo i jutro pociągnę tym "pękającym" czarnym a potem będę się napawać nowym widokiem ;) ach, i jeszcze ELF mi napisał maila, że moje wczorajsze zamówienie zostało wysłane więc przy dobrych wiatrach jutro dostanę paczkę z nowymi kosmetykami więc już w ogóle będzie rozpusta :D

Julia padła na łóżku podczas gry na telefonie, nie zjadła nawet kolacji więc obudzi się głodna jak wilk. Rano szczepienie i kilka wylanych łez, potem wyjazd do sąsiedniego miasta w poszukiwaniu sklepu obówniczego a potem przedszkole a na koniec wizyta u zaprzyjaźnionego kolegi Mateusza - pieknie się razem bawią :) trzymają się za rączki jak wracają razem z przedszkola a dzisiaj Julka dostała od niego różę na Dzień Kobiet :) chodziła dumna jak paw ;) a Mateusz mówi o niej "moja dziewczyna" ;)

Cieszę się, że tan dzień spędziliśmy razem - ja i Sławek - to nas zbliża do siebie, bardzo tego potrzebujemy. Oboje.

poniedziałek, 7 marca 2011

zimno!

kto to słyszał, żeby w UK w marcu była temperatura poniżej zera?!?

odprowadziłam dziecię do przedszkola (mam "wolne do 15:00 wohoo!), ciepło ubrane - czapka, szalik - niezmiennie zadziwiają mnie rodzice nie zakładający swoim pociechom czapek a jeszcze lepiej - rajstop! tak, tak, dzieci z gołymi nogami przy temperaturze minus dwa stopnie to oczywista oczywistość. Czemu ja się dziwię, nie? a że potem posmarkane chodzi i zaraża inne dzieci? a co tam!

po drodze liczymy - na każdym domu są numery i codziennie to samo:
- a tu jest z siódemką [tzn. jedynka i siódemka]
- tak, jeden i siedem to siedemnaście
- tak! siedemnaście
...
- a tu jest z piątką
- jeden i pięć to jest piętnaście
- tak! piętnaście
...
- a tu jest z trójką
- jeden i trzy to trzynaście
- tak! trzynaście
...
- a tu dwie jedyneczki - to jedenaście! :D
- tak jedenaście
- nooo, jedenaście umiem ;)
....
kolejna ulica a tam numery większe i od nowa liczymy:
- tu jest sześć i pięć
- tak, to sześćdziesiąt pięć
- szśćdziesiąt pięć, tak.
...
- tu jest sześć i trzy
- to jest sześćdziesiąt trzy
- tak...

i tak sobie liczymy co dwa aż do jedynki ;) na końcu mówi: "a tu jest jedyneczka, taka jak u nas!"
po drodze jeszcze zaliczamy chodzenie po dwóch murkach i już ostatnia prosta do przedszkola. A tam drzewo obdrapane "przez światełka czerwone, noooo, one napsociły..." [światełka z bajki pt. "Kurczak Mały" jakby ktoś nie wiedział;)] i ufff, wreszcie przedszkole i dzieci, moje wybawienie!

jutro rano czeka nas szczepienie (przypominająca dawka Di-Te-Per), potem przedszkole po południu a my musimy załatwić parę spraw na mieście - Sławek wziął wolne na jutro więc ominie mnie tłuczenie się komunikacją miejską, tudzież taksówką i nie będę co chwila patrzeć na zegarek i wyliczać na co ile mi jeszcze zostało czasu.

a ja się biorę za ćwiczenia - miałam wstać raniuteńko ale zimnoooo było no i ciemna noc a skoro mam tyyyyle czasu do piętnastej to się biorę za siebie teraz ;) przynajmniej w spokoju wezmę prysznic, wstawię lazanię i jeszcze zdążę wypić kawę :D

wtorek, 1 marca 2011

pyk...

Jeśli miłość i zaufanie jest podstawą związku to... gdzie my jesteśmy? Jeśli słowa potrafią ranić to ich brak również, chyba nawet bardziej... a mimo tego robimy to, bo? bo tak nam wygodniej, bo jeśli ja cierpię to ty też musisz? bo chcę się odegrać? bo jeśli to zrobię, to ty też poczujesz to co ja czułem i co wtedy? dasz radę wytrzymać tyle co ja?
a jeśli ja się wstydzę tego wszystkiego co było? bo wiem, że tylko Ty jesteś tym jedynym... bo przeszliśmy już tak wiele, bo kochaliśmy się zawsze ponad miarę, bo nasza miłość jest w stanie znieść wszystko...?
myślałam, że jesteśmy na dobrej drodze, że jest lepiej i wczoraj to przekonanie pyk... pękło jak bańka mydlana. Skurczyłam się w sobie jeszcze bardziej. Daj mi nadzieję, że będzie lepiej, że to tylko kwestia czasu. Przecież jesteśmy sobie przeznaczeni...tak?


"Do you believe that we can change the future
Do you believe I can make you feel better"