wtorek, 21 lipca 2009

mała dama

od jakiegoś czasu moja córka intensywnie interesuje się zawartością maminych szuflad z kosmetykami. Mam ich 3 ;) i to takich pierwszej potrzeby :] w pierwszej jest kolorówka: podkłady, cienie, kredki do oczu, pędzle, róże. Druga - szminki, błyszczyki, kremy do twarzy. Trzecia - lakiery do paznokci. Najwiekszy zachwyt wzbudza szuflada z lakierami - Julka wyciąga po kilka i ustawia je przy dekoderze tak, że potem nie ma jak przełaczyć kanału TV, bo sensor jest zakryty ;) albo przynosi mi jakiś i puka mnie w palce żebym sobie pomalowała paznokcie :D Jak jestem w kuchni i wie, że jej nie widzę to wyciąga z pierwszej szuflady cienie (i niszczy je palcami) albo kredki do oczu i smaruje się po powiekach (jak mama nie?;) otwiera korektor i maże się nim po policzkach. Szminki też są fajne - robią się w nich faje dziury jak włoży się tam palca... ostatnio Jula jednak przeszła samą siebie. Z materiałowej saszetki, w której trzymam pieluchę na zmianę i sudokrem wyciągneła właśnie owe mazidło i wysmarowała nim całą buzię i włosy :O więcej nie zdążyła, bo matka zabrała resztki i wsadziła dziecię do wanny i dokładnie wymyła... to jeszcze nie koniec... ostatnio Jula się "popsuła" ze spaniem i zasypia ok 23:00 :/ tego dnia co wysmarowała się sudokremem też długo nie spała a ja o ok 22:15 poszłam pozmywać graty w kuchni, niedużo tego było więc szybko skończyłam. Wchodzę do pokoju i co widzę? Jula od góry do dołu wysmarowała się kremem przeciwsłonecznym... ręce mi opadły do samej podłogi... te kremy przeciwsłoneczne są dzidosko ciężkie do usunięcia własnie przez zawartość filtrów - zostawiają biały film, lepią się niemiłosiernie i w ogóle są takie bleah! Wsadziłam dziada małego pod prysznic i szorowałam :/ ten krem był wszedzie - nawet między palcami stóp i między rzęsami. Julka krzyczał,a bo prysznica za bardzo nie lubi, szczególnie mocniej odkręconego ale co było robić... nie będę jej urządzać zabawy w wannie po raz kolejny tym bardziej, że jeszcze czekało mnie szorowanie dywanu w pokoju :/ Jak tylko skończyło się mycie i ubieranie jej w czystą piżamę to była już tak tym wszystkim zmęczona, że sama zasnęła na łóżku - nawet nie zdążyłam jej rozczesać włosów... dywan jakoś doszorowałam choć zostawiając go mokrego widać było plamy, na szczęście po wyschnięciu jest ok :D krem przeciwłoneczny i sudokrem są już oczywiście głęboko schowane ;)

zastój

nie wiem co jest grane ale zaczyna mnie to wkurzać :[ po ponad dwukilowym spadku prawie 4 tyg temu waga stoi jak zaczarowana :( tydzień temu nei było naszego meetingu więc zabrałam się z sąsiadką dzień wcześniej na jej spotkanie żeby sprawdzić czy coś sie ruszyło czy nie. Ku ogromnemu zdziwieniu waga pokazało 0.5lb (ok 200g) wiecej :O wrrr! co jest grane?!?! byłam taka rozczarowana... ćwiczę kiedy tylko mogę, jest aktywna w ciągu dnia, nie przekraczam zalecanej ilości punktów a raczej zawsze trochę oszczędzam więc o co kaman??? po raz pierwszy napisałam do mojej liderki Zoe maila z zapytaniem co jest nie tak? dlaczego waga stoi/idzie w górę skoro robię wszystko co trzeba? no i że po prostu zaczęłam tracić motywację :( po wymianie kilku maili Zoe zasugerowała, że mój organizm mógł wkroczyć w "fazę paniki" - ćwiczenia, obcięte kalorie itp. i to spowodowało, że "boi się" tracić więcej ale mam się trzymać punktów, robić dalej to co robię i waga powinna ruszyć w dół i mam jej przynieść mój jadłospis z całego tygodnia :] Zobaczymy jak to będzie... w czwrtek kolejne spotkanie i jak nie osiągne w końcu tych 10% spadku wagi od których dzielą mnie tylko 2lbs (niecały kg) to chyba się wścieknę :[