piątek, 24 kwietnia 2009

Wreszcie mały sukces :)

wczoraj na kolejnym spotkaniu WW waga pokazała 4 funty mniej :D JUPI! czyli 2 kg w dół :))) bałam się spojrzeć na nią, bo jestem tuż przed okresem więc byłam pewna, że okaże się że przybrałam przez zatrzymaną wodę w organiźmie a tu słysze jak moja liderka mówi "Well done, you lost 4 pounds" o ranyyy, cieszę się jak nie wiem choć to dopiero poczatek. Ale przecież każdy mały krok do sukcesu powinien cieszyć, prawda? :) 
Swoje przepisy i zdjęcia potraw robionych wg WW zamieszczam tutaj - zapraszam i zachęcam do skorzystania, bo jak by nie było dobre to bym tego nie fotografowała i nie umieszczała na forum dla chcących schudnąć ;)
Mam nadzieję, że jak w tym roku zawitamy do Polski to będę wyglądać szczuplej niż w zeszłym roku... i nie będę wiecznie słuchać od innych "Jezuuu, ale ty przytyłaś!" wrrrr!
P.S. Kciuki proszę za mnie trzymać dalej, tak mocno jak w tym tygodniu kiedy waga pokazała 2 kilosy mniej :P :)))

piątek, 17 kwietnia 2009

A teeny, tiny step ahead...

Wczoraj na drugim spotkaniu WW waga wskazała jedynie 1 funt mniej niż ostatnio, to tylko pół kilograma! ... buuuu, smutno mi, zdołowałam się i wkurzyłam, bo waga w domu pokazuje większy ubytek :( ale moja liderka mówi, że w domu mam się nie ważyć tylko u nich, bo ich waga jest baaardzo dokładna... szkoda tylko, że jestem ważona wieczorem a nie rano :( Naprawdę było mi wczoraj przykro po tym spotkaniu... Napewno lepiej pół kilo w dół niż jeden do góry no ale... 
w każdym razie nie poddaje się, nie rzuciałam się na czekoladę ze zdenerwowania :D Nie jadłam nic słodkiego od dwóch tygodni a w moim przypadku to nie lada wyczyn :)))
Liczę punkty dalej, na śniadanie zjadam płatki Kellogs (30g) z dwoma rodzajami wkrojonych owoców (kiwi i winogrono, kiwi i grejpfrut, ananas i kiwi) do tego 150ml odtłuszczonego mleka i 120ml soku pomarańczowego i wychodzi mi 3.5 punkty a nażarta jestem aż do popołudnia :) dzisiaj mam zamiar zrobić spaghetti wg ich przepisu, może zrobię też zdjęcie i wrzucę (?) zobaczymy... 
hmmm... tak mi przyszło głowy, że chyba coś mało kciuki za mnie trzymacie dlatego ta waga tam u nich taki mały spadek wskazywała :P

środa, 15 kwietnia 2009

Wielkanoc na farmie

Nie spędzaliśmy w tym roku Wielkanocy w tradycyjny sposób... nie wiem, chyba ta emigracja rzuciła nam się na głowę, bo nawet nie mieliśmy jako-takiego wielkanocnego śniadania... no cóż... ja stwierdziłam, że nie będę odstawiać szopki i udawać, że spędzamy "Wielkanoc" jak prawowici katolicy przy stole, na którym stoi święcone jajko, kiełbaska, chlebek etc. Skoro nie byliśmy w kościele ze święconką to nie bądźmy w niedzielę hipokrytami prawda?
Pojechaliśmy do Hatton Village Farm. Szczerze mówiąc to miałam nadzieję, że będzie tam niewiele osób, w końcu mamy Easter Sunday i ludzie siedzą w domu i odpoczywają, więc my będziemy tam jednymi z niewielu ale widocznie nie ja jedna tak sobie pomyślałam...
Jula zachwycona - jak zobaczyła te wszystkie kozy, owieczki i inne zwierzątka to nie wiedziała do której zagrody ma najpierw zajrzeć :D a jakie miny stroiła do tych zwierząt - uśmiechała się do nich, mizdrzyła :D nawet zdobyła się na odwagę i sama karmił kozę :) dzielna ta moja córa :D
i co dziwne - była baaardzo grzeczna, aż takiej grzeczności to się po niej nie spodziewałam :)
Było naprawdę cudownie...

środa, 8 kwietnia 2009

%$&*# !!!

Są takie dni, kiedy mam serdecznie dość...
kiedy czuję, że jak jeszcze raz usłyszę jęczenie mojego dziecka albo jej okropny krzyk, kiedy to nie dostanie czegoś co sobie upatrzyła to głowa mi eksploduje na milion kawałków!
dziś jest taki dzień... :(
po południu głowa już mnie zaczęła boleć a wieczorem to już porządnie nap....ła
taka czynność jak zmywanie, której normalnie nienawidzę szczególnie wtedy, kiedy w zlewie jest tyle skorup, że nie wiadomo co ruszyć, żeby co innego się nie stłukło przyniosła mi chwię ukojenia... 30minut spędzonych w klaustrofobicznej kuchni przy zamkniętych drzwiach sprawiła, że z ochotą poszłam tego małego tyrana wykąpać. Przy kąpieli oczywiście musiała wyrzucać zabawki pełne wody na dywan (tak, tak mamy dywan w łazience, tzn. wykładzinę - ot, takie angielskie dziwactwo;) a na moje stanowcze 'nie' rozległ się pisk, który powoduje u mnie wzrost ciśnienia i przyspieszony puls.... wrrrr!
kiedy to się skończy??? ktoś wie? 
zdąży się to skończyć zanim szanowna mamuśka ogarniająca cały dom, dziecko, posiłki etc. trafi do wariatkowa??? 
albo zanim puszczą jej nerwy tak, że zrobi dziecku z tyłka jesień średniowecza?
Hę? 

wtorek, 7 kwietnia 2009

Weight Watchers

Zastanawiałam się czy w ogóle o tym pisać, bo jak znowu nic nie wyjdzie... mam nadzieję, że tym razem to nie będzie słomiany zapał ;)
w sobotę w jednej chwili postanowiłam - dołączam do klubu Weight Watchers! 
co mnie skłoniło?
w piątek wieczorem przeglądając różne ulubione blogi otworzyłam zakładkę z Leicester Slingmeet (tak dawno tam nie zagladałam...) a tam komentarz Joy do ostatniego postu, kliknęłam na Joy i zobaczyłam, że prowadzi blog w którym opisuje swoje zmagania z nadwagą... no dobra - z otyłością... Poznałam Joy na spotkaniu chustomam na początku lutego 2008 kiedy to była w ciąży z bliźniętami a po domu biegała 2-letnia dziewczynka i roczny chłopczyk. W pierwszym momencie nawet nie zauważyłam, że jest w ciąży :O była po prostu gruba i ta ciaża w niej 'ginęła'. To Sławek zapytał czy spodziewa się dziecka a ona potwierdziła i powiedziała, że będą bliźnięta - szok normalnie! 2 małych brzdąców w domu i kolejnych dwoje w drodze :D  WOW! 
w piątek zaglądam na jej bloga, który prowadzi a tam TAKA ZMIANA! rany boskie, gały mi mało na klawiaturę nie wypadły! poczytałam chwilę i resztę doczytywałam na następny dzień ale kiedy rozmawiałam z moją rodzicielką i przez telefon usłyszałam, że "ten twój chudy płaszczyk skórzany oddałam twojej bratowej a Tobie kupimy inny, szyty na miarę (!!!) jak przyjedziecie" to aż mną tąpnęło! o nieeee, to nie pierwszy raz słyszałam podobną aluzję, nie po raz pierwszy też 'biorę się za siebie' ale tym razem nie odpuszczę! JA WAM JESZCZE POKAŻĘ! A CO...! [swoją drogą to co to za określenie 'chudy płaszczyk'??? wiecie? że niby płaszczyk jest chudy a ja już od dawna nie??? cholera no!]
Joy jest w moim wieku, karmiąc piersią bliźniaczki potrafiła zrzucić jakieś 30kg (jeśli dobrze przeliczyłam tak na szybko) nie tracąc przy tym pokarmu i uczestnicząc w programie Weight Watchers więc i mnie się uda. 
Od dawna nie przyglądam się sobie w lustrze czy w oknach wystawowych bo bierze mnie odraza :( od dawna chcę zrzucić pociążowe kilogramy i nic z tego nie wychodzi ale może jak będę chodzić na spotkania z innymi, którzy mają podobny cel, kiedy będę miała jakieś zadanie na zrzucenie iluś tam kg w określonym czasie to w końcu mi się uda... no i wreszcie wyjdę do ludzi, pogadam może i mniej nerwowa będę...
uda mi się...? 
na razie wykupiłam Monthly Pass, mam dostęp do internetowej bazy danych o punktach i ich przeliczaniu i codziennie od niedzieli skrupulatnie notuję co zjadłam i w jakiej ilości. 
I co więcej, podoba mi się to! :D
Wpisuję inne posiłki i kalkuluję ile mają punktów :) Dzisiaj na obiad robiłam filet z kurczaka pod serowo - musztardową kołderką (pomysł zaczerpnięty z bloga Przy kuchennym stole  i taki filet + 150g ugotowanych ziemniaków + sałatka ma aż 9 punktów ale byłam po tym tak nieziemsko nażarta, że ominęłam jeden posiłek. Codziennie mogę 'zjeść' 20 punktów. Jeszcze ani razu nie wyszłam poza ten limit, co więcej nawet kilka punktów oszczędzam codzień a dzisiaj 'zarobiłam' 3 punkty za 10min skakania na skakance :D (I was out-of-breath) i 10 min na steperze (może się wreszcie toto przyda :P) 
W czwartek na 18 idę na pierwsze spotkanie członków klubu Weight Watchers. Mam nadzieję, że nadal odbywa się tam gdzie piszą czyli bardzo blisko naszego domu :D 
Tak w ogóle to człowiek przechodzi obok tego budynku spacerując z dzieckiem i nawet nie wie, że tam tacy jak ja tracą zbędne kilogramy ;)
O wynikach mojej walki postaram się na bieżąco informować. Może to też wpłynie na moją zacietość w walce;) i może nawet przemogę się i wstawię na bloga suwaczek z moją obecną wagą :/ i moimi postępami... hmmm... to się jeszcze zobaczy :)
Wszyscy dobrze mi życzący trzymajcie kciuki żeby moje poczucie własnej wartości wreszcie ruszyło w górę a waga w dół :)

piątek, 3 kwietnia 2009

wiosna zagląda nieśmiało...

jest coraz cieplej... coraz częściej wygląda słońce zza chmur, wiatr się uspokoił i świat jawi się bardziej optymistycznie niż ostatnimi czasy. Mnie coraz częściej bierze na sprzątanie a to jeden ze znaków że wiosna już depcze nam po piętach :) Dołuje mnie tylko myśl, że 
trzeba będzie swoje wielkie cielsko przyoblec w letnie ciuchy... ech...
I co z tego, że na dworze cieplej i milej...? jak moje dziecko wita wiosnę usmarkane po pas :( każda moja próba oczyszczenia jej nosa kończy się krzykiem, jakbym ją ze skóry obdzierała ale nie zrażam się ;) może i z Fridą sie zaprzyjaźni wreszcie. Nie wiem czy ten katar to od wychodzących zębów czy też od posmarkanego kolegi z którym to się ostatnio bawiła i nawet zamienili się bidonami z piciem - tak, tak to była tylko chwila nieuwagi zagadanych mamusiek... Mam nadzieję, że jej szybko przejdzie i skończy wreszcie oddychać tylko przez nos. Męczy się bidulka moja mała :(