Zastanawiałam się czy w ogóle o tym pisać, bo jak znowu nic nie wyjdzie... mam nadzieję, że tym razem to nie będzie słomiany zapał ;)
w sobotę w jednej chwili postanowiłam - dołączam do klubu Weight Watchers!
co mnie skłoniło?
w piątek wieczorem przeglądając różne ulubione blogi otworzyłam zakładkę z
Leicester Slingmeet (tak dawno tam nie zagladałam...) a tam komentarz Joy do ostatniego postu, kliknęłam na
Joy i zobaczyłam, że prowadzi blog w którym opisuje swoje zmagania z nadwagą... no dobra - z otyłością... Poznałam Joy na spotkaniu chustomam na początku lutego 2008 kiedy to była w ciąży z bliźniętami a po domu biegała 2-letnia dziewczynka i roczny chłopczyk. W pierwszym momencie nawet nie zauważyłam, że jest w ciąży :O była po prostu gruba i ta ciaża w niej 'ginęła'. To Sławek zapytał czy spodziewa się dziecka a ona potwierdziła i powiedziała, że będą bliźnięta - szok normalnie! 2 małych brzdąców w domu i kolejnych dwoje w drodze :D WOW!
w piątek zaglądam na
jej bloga, który prowadzi a tam TAKA ZMIANA! rany boskie, gały mi mało na klawiaturę nie wypadły! poczytałam chwilę i resztę doczytywałam na następny dzień ale kiedy rozmawiałam z moją rodzicielką i przez telefon usłyszałam, że "ten twój
chudy płaszczyk skórzany oddałam twojej bratowej a Tobie kupimy inny, szyty na miarę (!!!) jak przyjedziecie" to aż mną tąpnęło! o nieeee, to nie pierwszy raz słyszałam podobną aluzję, nie po raz pierwszy też 'biorę się za siebie' ale tym razem nie odpuszczę! JA WAM JESZCZE POKAŻĘ! A CO...! [swoją drogą to co to za określenie 'chudy płaszczyk'??? wiecie? że niby płaszczyk jest chudy a ja już od dawna nie??? cholera no!]
Joy jest w moim wieku, karmiąc piersią bliźniaczki potrafiła zrzucić jakieś 30kg (jeśli dobrze przeliczyłam tak na szybko) nie tracąc przy tym pokarmu i uczestnicząc w programie Weight Watchers więc i mnie się uda.
Od dawna nie przyglądam się sobie w lustrze czy w oknach wystawowych bo bierze mnie odraza :( od dawna chcę zrzucić pociążowe kilogramy i nic z tego nie wychodzi ale może jak będę chodzić na spotkania z innymi, którzy mają podobny cel, kiedy będę miała jakieś zadanie na zrzucenie iluś tam kg w określonym czasie to w końcu mi się uda... no i wreszcie wyjdę do ludzi, pogadam może i mniej nerwowa będę...
uda mi się...?
na razie wykupiłam Monthly Pass, mam dostęp do internetowej bazy danych o punktach i ich przeliczaniu i codziennie od niedzieli skrupulatnie notuję co zjadłam i w jakiej ilości.
I co więcej, podoba mi się to! :D
Wpisuję inne posiłki i kalkuluję ile mają punktów :) Dzisiaj na obiad robiłam filet z kurczaka pod serowo - musztardową kołderką (pomysł zaczerpnięty z bloga
Przy kuchennym stole i taki filet + 150g ugotowanych ziemniaków + sałatka ma aż 9 punktów ale byłam po tym tak nieziemsko nażarta, że ominęłam jeden posiłek. Codziennie mogę 'zjeść' 20 punktów. Jeszcze ani razu nie wyszłam poza ten limit, co więcej nawet kilka punktów oszczędzam codzień a dzisiaj 'zarobiłam' 3 punkty za 10min skakania na skakance :D (I was out-of-breath) i 10 min na steperze (może się wreszcie toto przyda :P)
W czwartek na 18 idę na pierwsze spotkanie członków klubu Weight Watchers. Mam nadzieję, że nadal odbywa się tam gdzie piszą czyli bardzo blisko naszego domu :D
Tak w ogóle to człowiek przechodzi obok tego budynku spacerując z dzieckiem i nawet nie wie, że tam tacy jak ja tracą zbędne kilogramy ;)
O wynikach mojej walki postaram się na bieżąco informować. Może to też wpłynie na moją zacietość w walce;) i może nawet przemogę się i wstawię na bloga suwaczek z moją obecną wagą :/ i moimi postępami... hmmm... to się jeszcze zobaczy :)
Wszyscy dobrze mi życzący trzymajcie kciuki żeby moje poczucie własnej wartości wreszcie ruszyło w górę a waga w dół :)