We all fall to the floor at some point. It's how you pick yourself up. That's the real challenge. Isn't it?
czwartek, 11 kwietnia 2013
stało się.
Koniec. Zakończył się pewien eteap w moim życiu i nic już nie będzie tak jak było.
Po 11 latach bycia razem, w czasie których ostatnie dwa były już tylko przeciąganiem sypiącego się od jakiegoś czasu związku powiedzieliśmy sobie, że nie ma co, trzeba się rozstać. Wiedziałam, że to nastąpi, byłam na to gotowa a jakos tak czasem mam poczucie klęski... mimo wszystko.
Ja miałam dosyć życia z hazardzistą, wiecznych zmartwień czy będzie z czego zapłacić rachunek, wiecznych oskarżeń, że komentarz pod zdjęciem dodał kolega a nie piętnasty z kolei kochanek, traktowania mnie jak idiotkę i zapchajdziurę... nie mogę, nie chcę tak żyć. Za kilka miesięcy skończę 30 lat i mam poczucie życiowej pustki, czuję, że zmarnowałam najlepsze lata mojego życia.
I wiecie co? to wcale nie jest najgorsze. Serce boli mnie z innego powodu. Rozstanie, którego oboje chcielismy to jedno a wiadomość, że facet z którym spędziłam ostatnią dekadę swojego życia zaczął się spotykać z dziewczyną, którą ja kiedyś uważałam za swoją przyjaciółkę było jak wbicie mi noża w serce. Każda, każda inna ale nie ona!
Ale tak bywa... życie... ona miała wieczne problemy ze swoim mężem, mój ex facet użalał się na mnie więc trudno się dziwić, że znaleźli wspólny język. I co się okazuje? moja intuicja, mój szósty zmysł jak zwykle mnie nie zawiódł.
Dwa lata temu zerwałam wszystkie kontakty z tą dziewczyną, czułam przez skórę, że cos się między nimi kroi. "Ależ nie, skądże, jesteśmy tylko przyjaciółmi". A potem ukradkiem widzę, jaki ma szeroki uśmiech na twarzy po rozmowie telefonicznej z nią. "Nie przesadzaj, normalnie wyglądam, to nie od rozmowy". Karteczka znaleziona w jego aucie na tylnym siedzeniu. Mała, żółta post-it note ze słowami, od których zrobiło mi się niedobrze. "Nieee, no co ty, to tekst piosenki Savage Garden, miałem ją w schowku" Serio? to czemu znalazłam ją na tylnym siedzeniu? to po co wozisz ją w aucie? kiedy masz czas na tłumaczenie tekstów piosenki, skoro jesteś taki zapracowany. I każda rozmowa z nią była usunięta z telefonu, każda. "Rozmawiamy często ale wiem, że jesteś zazdrosna więc kasuję i będę kasował". How nice...
A teraz wcale nie jest lepiej. Ok, postanowiliśmy się rozstać ale ja codzień go oglądam. "Nie wiem kiedy się wyprowadzę", "chcę Julię zabrać ze sobą" (Reallly?!?!?), "bardzo Cię szanuję i zawsze będziesz dla mnie ważna" - och dziękuję, czuję się zaszczycona. Jestem tak ważna jak śnieg sprzed 3 sezonów dlatego postanowiłeś spotykać się z dziewczyną, którą ja kiedyś uważałam za przyjaciółkę... Ciach, ciach, ciach - moje serce tak się właśnie czuje. Tak się czuję cała ja.
Cała ta sytuacja powoduje u mnie bóle głowy, odruchy wymiotne i trzęsące się ręce. Ale życie toczy się dalej, czyż nie... Nie my pierwsi i nie ostatni się rozstajemy. Jakoś to będzie, potrzeba tylko czasu.
Pozytywny akcent tego wszystkiego jest taki, że odezwały się do mnie osoby ze starej pracy z którymi miałam bardzo mały kontakt, które nawet nie podejrzewałam, że będą mnie pamiętać a tym bardziej oferować swoją pomoc, nawet jeśli będę chciała się tylko wygadać, wykrzyczeć, ponarzekać... To miłe.
I jest ktoś, dzięki komu zaczynam widzieć światełko w tunelu. I gdybym mogła, to spisałabym sobie te ich słowa na małych kartkach i przyczepiła w widocznym miejscu by móc je regularnie czytać i nie pogrążać się we własnych myślach, które są bardzo dalekie od pozytywnych.
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
keep calm and ...
...czekaj na cud.
Może się wreszcie wydarzy?
A może życie nam wreszcie pokaże, że nasze miejsce jest z daleka od siebie... A może obudzimy się z tego marazmu i zrozumiemy co jest ważne a co mniej...?
Poza tym powinnam kupić jakiś lek uspokajający, bo sama siebie nie mogę czasem słuchać :-(
Subskrybuj:
Posty (Atom)