tak... myślę i myślę...
od 3 dni myślę co chcę w sobie zmienić, planuję, przemyślam, ustalam harmonogram i narazie tyle przyszło mi do głowy:
1. przede wszystkim biorę się porządnie za moje liczenie punktów. Przyznaję się bez bicia, po wyjeździe do Polski we wrześniu odpuściłam trochę. No dobra, sporo odpuściłam. Niby myślałam o tym co jem i ile to ma punktów a tak naprawdę nie zapisywałam tego więc bardziej tą swoją wypracowaną do tej pory wagę utrzymywałam w stanie nie zmienionym niż dążyłam do jej zbicia.
Teraz mam nowy cel - do 8 kwietnia MUSZĘ osiągnąć zamierzone 58kg. Mam na to 14 tygodni od początku tego roku wiec cel jest realny - przy skrupulatnym zapisywaniu wszystkiego co zjem i przy ćwiczeniach jak najbardziej osiagalny. Tyle kg już mi się udało zrzucić, już mniej niż więcej zostało, trzeba wziać się za siebie i bez oszukiwania, podjadania, różnorakich wykrętów ("och, kilka żelków nie zaszkodzi", "parę słonych paluszków nie ma punktów przecież", "nie mam opakowania od tej czekolady więc nie mam jej jak spunktować") ostro wziąć się do roboty czyli:
* nie przekraczać 18 punktów dziennie
* ćwiczyć 3-4 razy w tygodniu
2. Wyznanie dnia: JESTEM ŚPIOCHEM... wszyscy jesteśmy... ja, Sławek, Julka ale nasze śpiochowanie przechodzi ludzkie pojęcie. Niedawno się śmiałam, że na drzwiach powinniśmy mieć tabliczkę "rodzina śpiochów, nie pukać przed 11:00. Chodzimy spać po północy, grubo po północy, śpimy prawie do południa, dzień ucieka nie wiadomo kiedy.
Zmieniam to: wstaję wcześniej, ćwiczę, ogarniam się, przygotowuję śniadanie, budzę Julkę i zaczynamy wspólny dzień. Albo: wstaję, ogarniam się, przygotowuję śniadanie, budzę Julkę. Ćwiczę, kiedy Jula ma popołudniową drzemkę.
3. Nie kupuję nowych kosmetyków! (oj... ciężko z tym bedzie)
Kto mnie zna, ten wie, że moje półki uginają się od różnego rodzaju mazideł, perfum a w szczególności od błyszczyków, pomadek i lakierów do paznokci. Szminki i błyszczyki to moja absolutna słabość. Kiedyś je trzymałam w pudełeczku po Ferrero Rocher, kiedy zabrakło im miejsca, przełożyłam je do kosmetyczki, w końcu i w niej zabrakło miejsca i teraz mój zbiór trzymam w pudełku po Julki butach O_o mam nadzieję, że nie będę go musiała niedługo wymieniać na pudło po moich butach...
Policzyłam i sprawa ma się tak:
* szminki: sztuk 12
* błyszczyki: sztuk 22! (przy czym naocznie stwierdziłam, że kilku brakuje, pewnie poniewierają sie w jakiejś torbie więc spokojnie do 25 bym doliczyła...)
* podkłady: sztuk 6 z czego tylko jeden ma idealnie dobrany odcień, reszta czeka na lato albo na przeterminowanie...
* cienie do oczu: 28 pudełeczek (oł dir gad...) nie liczę osobnych odcieni, bo bym do wieczora nie doliczyła :O
* tusze do rzęs: 5sztuk (1 w użyciu, 1 do zwrotu, inne w poczekalni)
* lakiery do paznokci: 42 sztuki (mammamia!) kolorowych tylko 34, reszta to odżywki, utwardzacze etc.
NIE KUPIĘ nowej rzeczy dopóki nie pozbędę się czegoś ze starej kolekcji :P
4. Nie przeklinam, jestem bardziej cierpliwa, częściej sie uśmiecham i nie narzekam bez powodu! O!
Jak postanowiła tak zrobiła
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz