Julia wreszcie w przedszkolu :D
mnie daje to odrobinę wytchnienia, jej kontakt z rówieśnikami, którego tak naprawdę miała zawsze bardzo mało.
Aleee... ledwo zaczęła chodzić do tego przedszkola przed miesiącem a mają już niejaki Half Term :o nie wiem, nie łapę tego ich systemu jeszcze, ledwo się nauczyłyśmy systematyczności a już Jula siedzi tydzień w domu. I słyszę codziennie "Mamo, idziemy do przedszkola?" No nie, nie idziemy, bo jest w tym tygodniu zamknięte, niestety... Jakby tego było mało akurat jak mamy tydzień wolnego od przedszkola to codziennie pada deszcz - cudownie, po prostu cudownie :(
Jak widać moje dziecko nie z tych co to płaczą na wieść o kolejnym dniu w tejże placówce :D nie, nie ;) Julia bardzo szybko zaaklimatyzowała się w nowym miejscu. Nie przeszkadza jej, że dzieci mówią w innym języku :) absolutnie nie ;) mówi do nich po polsku, "rozstawia je po kątach" też po polsku :D nigdy nie płakała jak miałam wychodzić - wręcz przeciwnie, rzuca się do zabawy i zapomina o moim istnieniu :) Jedynym przejawem jej tęsknoty był uśmiech jak po nią przychodziłam a zaraz potem "podkówka" i przytulenie - ale kanapka / bułeczka mleczna tudzież banan i picie szybko niwelowały tą smutną minę ;) ona po tych, uwaga!, dwóch i pół godzinie była już zmęczona. Tak, tutaj przedszkole właśnie tyle trwa - 2,5 godziny. Tylko w poniedziałek jest "cały" dzień - cały, czyli aż 6 godzin ;) od 9 rano do 15:10, w pozostałe dni chodzimy na 12:40. I zawsze się zastanawiam, gdzie ci wszyscy rodzice pracują, że mają czas odebrać dziecko o tej 15-tej. I zaprowadzić je na 9 rano...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz