poniedziałek, 24 października 2011

welcome home.

Można to już uznać za swego rodzaju tradycję - jak jesteśmy w Polsce, to Julia jest chora :/ ech... co za życie. Owszem, przyjechała z kaszlem, ale w angielskich przedszkolach połowa dzieci kaszle (druga połowa chodzi z gilem po pas) ale nic jej oprócz tego nie było. Aż do dzisiejszego ranka - obudziła się z temperaturą 38.3C, tak więc siedzi w domu i ogląda bajki... A taką miałam nadzieję, że skoro przyjeżdżamy tak naprawdę na te 4 czy 5 dni to nic się nie zdąży wykluć. Życie to jednak lubi być wredne... Mam nadzieję, że jej szybko przejdzie, bo ja w czwartek wracam do pracy.

1 komentarz: