piątek, 29 maja 2009

są powody do zadowolenia :)

W środę pojechaliśmy z Julą do Londynu do konsulatu, wszystko poszło bardzo sprawnie i aż w szoku byliśmy, że tak szybko udało nam się wrócić, bo o 13:00 byliśmy już spowrotem. Pogoda była co prawda okropna, bo cały czas padało i w tym deszczu staliśmy w kolejce ale droga do Londynu minęła bardzo szybko, nie było korków, remontów dróg i o 8:30 byliśmy już pod konsulatem. Ja oczywiście musiałam czegoś zapomnieć - na szczęście nie były to dokumenty :P uff... ale nie wziełęłam mleka dla Julki żeby jej zrobić płatki na śniadanie więc dostała zupę pomidorową ;) no lepsze to niż nic. Poza tym pani przyjmująca dokumenty powiedziała, że paszport powinien być pod koniec sierpnia więc kamień z serca, bo na stronie konsulatu doczytałam, że termin oczekiwania na paszport biometryczny wynosi do 5 miesięcy i już oczami wyobraźni widziałam jak przyjeżdżamy do Polski w listopadzie jak jest szaro, buro i ponuro... i zimno... a tak jest szansa, że Jula drugie urodziny spędzi w PL z dziadkami i ciociami i wujkami ;) w czwartek miałam moje spotkanie w Fat Clubie (jak to pieszczotliwie określam :P) i okazało się, że w tym tygodniu spadło mi 1.5lb :D to już razem 10lb (5kg), osiągnełam 5% spadku wagi, teraz następny cel to 10% czyli kolejne 10lb do "zwalenia" (a i tak jeszcze duuużo przede mną). Na meeting szłam ze spuszczoną głową, przekonana że waga pokaże więcej niż ostatatnio, bo akurat miałam okres, wpieprzałam jak głupia wszystko co się nawinęło pod ręką, szczególnie słodycze (o rozmiarze wyrzutów sumienia nie wspomnę...) no i liczenie punktów deczko odpuściłam, bo aż się bałam to wszystko zapisywać... a dzisiaj pogoda jest piękna :D aż się chce żyć! termometr wskazuje 25stopni! aż trudno uwierzyć, że tutaj o tej porze roku może być tak ciepło i słonecznie :) pojechaliśmy do parku, rozłożyliśmy koce na trawie, Julka biegała boso po trawie i grała w piłkę z tatusiem a ja wystawiłam dziób do słońca :) po takim bieganiu padła jak kawka a ja latałam po markecie w poszukiwaniu pieluch i innych bardzo-mocno-niezbędnych-rzeczy. a teraz siedzę i popijam cidera light - alkoholu jak w normalnym ale ma punktów mniej ;) chociaż i tak już swój przydział dzienny "zjadłam" więc jestem o jakieś 2 punkty "w plecy". No nic, nadrobie to, ważenia za tydzień nie ma, bo są wybory parlamentarne w tym budynku i kolejne weigh-in dopiero za 2 tygodnie więc mam czas na nadrobienie... tylko żebym się nie rozpuściła za bardzo w tym dogadzaniu sobie :O

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz