We all fall to the floor at some point. It's how you pick yourself up. That's the real challenge. Isn't it?
czwartek, 6 sierpnia 2009
30 day Shred...
Dawno mnie tu nie było ;)
ten blog stał się w większości miejscem gdzie wylewam swoje żale i radości związane ze spadkiem (lub wzrostem wrrr) mojej wagi...
po raz kolejny Joy zainspirowała mnie swoją notką w blogu. eMule ściągnął mi ćwiczenia Jillian Michaels 30 day Shred. Byłam i jestem bardzo zdeterminowana by ukończyć je w zalecanym przez trenerkę okresie 30 dni.
Przejrzałam masę amerykańskich/angielskich for na ich temat i trochę mi się wierzyć nie chciało w to co Ci ludzie pisali - dają w dupę? 20 min tylko i tak narzekają? nieeee.... to nie może być prawda :] ale przecież ja robiłam tyle przysiadów i żyję, ćwiczę pilates więc będzie dobrze :D napewno nie jest tak ciężko, jak ci wszyscy ludzie piszą :D
dokładnie 2 tygodnie temu uzyskałam wreszcie 10% spadek początkowej wagi :) dostałam na pamiątkę breloczek od WW (zdjęcie można podziwiać na naszej picasie) i oklaski od całej grupy - nie powiem, bardzo miło mi się zrobiło. Na tym spotkaniu wypisywaliśmy na karteczkach nasze postanowienia odnośnie spadku wagi. Niektórzy pisali, że będą notować i punktować WSZYSTKO co zjedli, bez oszukiwania ;) inni, że będą się wiecej ruszać, a ja napisałam "Będę ćwiczyć codziennie" :) i słowa dotrzymuję od 2 tygodni, bo jadę programem Jillian Michaels ;) Zaczęłam dokładnie 24 lipca, w piątek. Jak tylko Julka położyła się spać na popołudniową drzemkę, ja właczyłam dvd i .... ledwo wytrzymałam rozgrzewkę :O bez kitu, ale teraz już rozumiem tych wszystkich internautów co pisali "Jillian really kicked my ass" :O "I was sweating like a pig" o taaak, teraz już ich rozumiem...
pierwszego dnia ćwiczeń jakoś w połowie zrobiło mi się niedobrze i już chciałam wyłączyć i dać spokój ale nie mogłam znaleźć pilota... potem zobaczyłam, że to już ostatni obwód więc skoro tyle mineło to i to wytrzymam. Dałam radę :) na drugi dzień lewdo z łóżka się zwlekłam ale też ćwiczyłam :) było łatwiej niż pierwszego dnia - ciągle nie łatwo, ale łatwiej. Siódmego dnia marzyłam, żeby już przejść na następny poziom, bo ten już staje się nudny, ramiona mnie już nie bolały, pajacyki ćwiczyłam bez żadnej przerwy a brzuszki to był dla mnie swoisty odpoczynek :)
W tym tygodniu w poniedziałek zaczęłam właśnie 2 poziom i znowu czuję, że żyję ;) Jestem cała spocona po 20 minutowej sesji, kropelki potu mam nawet między brwiami! Niektóre ćwiczenia wykonuję w zmodyfikowanej wersji dla początkujących, bo nie chcę zbyt nadwyrężać stawów. I tak, po pierwszym dniu 2 poziomu bolało mnie kolano :( i to bolało tak nie na żarty, 3 dnia myślałam żeby odpuścić jeden dzień ale ostatecznie wzięłam tabletki przeciwbólowe i ćwiczyłam dalej, dzisiaj już jest ok. Po ćwiczeniach zjadłam śniadanie - była 15:30 a że dzisiaj ważenie to cały dzień żyję na wodzie i małym śniadanio - lunchu ;) :D
Tydzień temu waga nawet nie drgnęła ale w sumie spodziewałam się tego, bo to samo pisali ludzie ćwiczący 30 day Shred. Za to po tygodniu tych ćwiczeń z pasa ubyło mi 2 cm, po 2 tygodniach kolejny centymetr więc jestem dobrej myśli.
Iiiii...
* zmieściłam się w letnią kieckę, którą nosiłam przed ciążą z Julką :D :D :D szkoda tylko, że u nasznowu typowa brytyjska pogoda tzn. leje deszcz :/
* tyłek mi się mieści w spodnie w rozmiarze UK12 :D niedawno się mieścił, ale nie szło zapiać guzika a dziś zapinam :D spodnie jednak jeszcze leżakują w szafie, bo nie wyglądam w nich korzystnie - może za kolejne 10kg w dół będę je nosić ;)
* znowu mogę nosić pierścionek zaręczynowy :D hurrra! zdjęłam go w którymś momencie będąc w ciązy jak mi puchły już palce i do tej pory nie nosiłam. Wczoraj robiłam porządek w moich świecidełkach, przymierzyłam i WOW, znowu pasuje :))) aż się z nim jakoś dziwnie czuję, odzwyczaiłam się od ozdób na palcach
I to tyle przechwałek na dzisiaj :P
:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz