Nie spędzaliśmy w tym roku Wielkanocy w tradycyjny sposób... nie wiem, chyba ta emigracja rzuciła nam się na głowę, bo nawet nie mieliśmy jako-takiego wielkanocnego śniadania... no cóż... ja stwierdziłam, że nie będę odstawiać szopki i udawać, że spędzamy "Wielkanoc" jak prawowici katolicy przy stole, na którym stoi święcone jajko, kiełbaska, chlebek etc. Skoro nie byliśmy w kościele ze święconką to nie bądźmy w niedzielę hipokrytami prawda?
Pojechaliśmy do Hatton Village Farm. Szczerze mówiąc to miałam nadzieję, że będzie tam niewiele osób, w końcu mamy Easter Sunday i ludzie siedzą w domu i odpoczywają, więc my będziemy tam jednymi z niewielu ale widocznie nie ja jedna tak sobie pomyślałam...
Jula zachwycona - jak zobaczyła te wszystkie kozy, owieczki i inne zwierzątka to nie wiedziała do której zagrody ma najpierw zajrzeć :D a jakie miny stroiła do tych zwierząt - uśmiechała się do nich, mizdrzyła :D nawet zdobyła się na odwagę i sama karmił kozę :) dzielna ta moja córa :D
i co dziwne - była baaardzo grzeczna, aż takiej grzeczności to się po niej nie spodziewałam :)
Było naprawdę cudownie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz