Jesteśmy w przedszkolnej toalecie, zakładam Julce rajtuzy pod spodnie (bo jednak nie jest tak ciepło jakby wskazywało na to świecące słońce i temp. +8 stopni C) i wchodzi dziewczynka z zaklejonym plastrem oczkiem [korekta zeza]. Julka z ożywieniem mówi:
- Ta dziewczynka ma plasterek na oczku.
- tak, ma ponieważ ma chore oczko i musi je wyleczyć.
- Noooo, przytrzasnęła drzwiami....
- :O :D [próbuję sobie wyobrazić jak może wyglądać przytrzaskiwanie oka drzwiami :D i nijak mi to nie wychodzi ;) ]
Julia na początku grudnia przytrzasnęła sobie palec drzwiami na tyle mocno, że od razu odskoczył cały pazokieć od macierzy i koniuszek palca wisiał na 1cm opuszku :/ Spędziłyśmy ponad 4 godziny na pogotowiu a mnie na wspomnienie tego dnia żołądek przewraca się do góry nogami :( Już się wszystko zagoiło, paznokieć odrósł i wszystko wygląda ok ale Julka jak widać to zdarzenie bardzo dobrze pamięta...
Biedna Juleńka :* Nieźle sobie biedy napytała :(
OdpowiedzUsuńNo ale pierwsza część tekstu rozłożyła mnie na łopatki :D Daaaawno się tak nie uśmiałam :D