poniedziałek, 24 października 2011

welcome home.

Można to już uznać za swego rodzaju tradycję - jak jesteśmy w Polsce, to Julia jest chora :/ ech... co za życie. Owszem, przyjechała z kaszlem, ale w angielskich przedszkolach połowa dzieci kaszle (druga połowa chodzi z gilem po pas) ale nic jej oprócz tego nie było. Aż do dzisiejszego ranka - obudziła się z temperaturą 38.3C, tak więc siedzi w domu i ogląda bajki... A taką miałam nadzieję, że skoro przyjeżdżamy tak naprawdę na te 4 czy 5 dni to nic się nie zdąży wykluć. Życie to jednak lubi być wredne... Mam nadzieję, że jej szybko przejdzie, bo ja w czwartek wracam do pracy.

poniedziałek, 17 października 2011

jutro.

Jutro wstanę jeszcze wcześniej.
Jutro lepiej się zorganizuję.
Jutro wyprasuję narastającą górę ubrań.
Jutro już napewno ze wszystkim zdążę przed wyjściem do pracy.

Tylko, że jakoś zawsze jest dzisiaj.

czwartek, 6 października 2011

łzawię wciąż

Od niemalże już trzech tygodni łzawią mi oczy. Lewe jakby bardziej.... Idzie oszaleć. W pracy spędzam 8 godzin przy komputrze, jarzeniówce i w klimatyzowanym pomieszczeniu - podejrzewam, że to ma teraz największy wpływ na to jak się teraz czuję :/ Najpierw sięgnęłam po krople do oczu z antybiotykiem - pomogło na 2-3 dni, potem w aptece po konsultacji z farmaceutką dostałam krople przeciwalergiczne. Znów było w miarę dobrze przez jakieś 3 dni. Powoli mam już serdecznie dość chodzenia wszędzie z chusteczką higieniczną i wycierania 'płaczących' i tłumaczenia w pracy, że wszystko ok i że nie jestem zmęczona ;)

Na sobotę zapisałam się do okulisty. Zobaczymy co mi powie.

Pozdrawiam ze łzami w oczach :)

wtorek, 4 października 2011

podumowanie wrzesnia

To już dzisiaj czwarty dzień października a ja dopiero podsumowuję wrzesnień ale cóż - nadal żyję w niedoczasie więc proszę o wyrozumiałosć ;)

Bezspornie na miano najważniejszego wydarzenia zasługują 4. urodziny Naszego Dzióbka :D byli goscie, był tort z kwiatkami i sporo zabawy. Tort wielki, bo i gosci miało być więcej ale jak to bywa w życiu - częsć z nich nas wystawiła do wiatru. To znaczy bardziej Jubilatkę niż nas... Nieważne.

Z tortem sobie jakos poradzilismy :P

4 letnia Julia w przygotowaniu do zdmuchnięcia swieczki:

Duuużo zabawy z dwiema o rok od niej młodszymi koleżankami:


No i na koniec była już tak zmęczona tym wszystkim, że padła tam gdzie akurat siedziała, czyli na podłodze :)

Pod tym względem akurat nic się nie zmieniło, zasypia gdziekolwiek ;)

Na początku wrzesnia Julia wróciła wreszcie do przedszkola, wpadła do swojej grupy po 6 tygodniowej, wakacyjnej przerwie i zapomniała, że wypadałoby się z matką pożegnać ;) Jest w swoim żywiole, chętnie chodzi to tej dziecięcej przechowalni, coraz więcej mówi po angielsku, do tego płynnie przechodzi z języka polskiego na angielski kiedy np. ja do niej mówię po polsku a kolejne pytanie zadam po angielsku zmiana języka mówionego nie stanowi już dla niej problemu. Dużą rolę w tej nauce odgrywają jej brytyjscy opiekunowie- wiadomo, że po polsku do niej nie powiedzą, więc pozostało jej nauczyć się ichniego języka :)
Do tego urosło się panience jakos tuż przed urodzinami i większosc jaj garderoby trzeba było wymienić. Zupełnie jakby na 4 urodziny postanowiła wyciągnąć się trochę w górę ;)

A ja? a ja sobie dalej pracuję. Podpisywalismy ostatnio jakies kontrakty z agencją - czyli mogę być spokojna o pracę ale pozostaną te same crappy wages każdego tygodnia. Ale i tak się cieszę - mi zależy przede wszystkim na ciągłosci pracy niż na wyrównaniu wypłaty do osób będących zatrudnionych tam na stałe.

Drugi blog leży trochę odłogiem ale cóż, nie na wszystko mam czas. Chociaż może cos się ruszy - od tygonia znowu ćwiczę :D tak, tak! :D wstaję po 7 rano i włączxam mój ulubiony i przynoszący szybkie rezultaty 30 day Shred :) i dobrze się czuję, i nie zasypiam w pracy na biurku i paradoksalnie mam więcej energii niż jak spałam o półtorej godziny dłużej :] przez pierwsze 3-4 dni ćwiczeń miała problemu z odłożeniem telefonów do pudełka units out ale już jest dobrze, nie jęczę przy każdym podniesieniu ręki ;)
Poza ty kupiłam sobie taką oto kieckę na jesień stąd więc muszę jakos do niej wyglądać, nieprawdaż? ;)

A kupiłabym jeszcze cos ale niestety ceny mają zaporowe :/ czesć tych ubrań wcale nie jest warta swojej ceny i zazwyczaj czekam na obniżki ale w tym przypadku akurat nie mogłam się pohamować ;) Sukienkę od wczoraj mam w domu :D teraz tylko czekam na chłodniejsze dni i na weekend, bo do pracy się w nią niestety nie wystroję ;)

piątek, 30 września 2011

to już 5 lat...

...odkąd umarła częsć mnie.
...od kiedy mocno zweryfikowałam poglądy na otaczający mnie swiat
...

5 lat temu rozpadłam się na milion kawałków i do teraz próbuję pozbierać brakujące częsc. Czy kiedys się uda? pewnie nie, bo zawsze będę matką, która pochowała swoje dziecko. Takie życie.

i zdaje się tylko ja pamiętam o tym dniu, lepiej zapomnieć, nie wspominać, nie mówić, bo mniej boli (czy naprawdę?)

piątek, 23 września 2011

jak się dzisiaj czuję.

...o, mniej więcej własnie tak... :|

poniedziałek, 19 września 2011

żyję.

... i mam się całkiem dobrze, tylko jakos czasu mi ciągle brak ;) urodziny się udały, dziecię zadowolone, my również :D jutro postaram się zamiescić sprawozdanie z 4. urodzin oraz z naszego weekendowego wyjazdu do Walii (zdjęcia "już" obrobione :]) a póki co zamiesciłam pierwszą recenzję w moim kosmetycznym blogu - zapraszam :)

poniedziałek, 5 września 2011

niedoczas.

Z pewnym niepokojem spostrzegłam u Ewy na blogu, że od ostatniego mojego wpisu minęło już 5 tygodni. O rany. Kiedy? Sama nie wiem... Julia wróciła dzisiaj do przedszkola po 6 tygodniach wakacyjnej przerwy. Ja nadal niestety żyję w pewnym niedoczasie ... Myślałam, że po krótkim czasie jakoś to wszystko ogarnę i poukładam, ale hmmm...bardzo daleko mi do ideału :(

Obecnie siedzę w pracy, po cichu połączyłam się z wi-fi i tworzę posta na telefonie od klienta klepiąc literkę po literce - very annoying - ale przynajmniej w ten sposób uaktualnię się w blogowym świecie ;) a propo - drugi blog, kosmetyczny, teoretycznie już powstał, praktycznie - nie mam czasu tworzyć wpisów, nie mówiąc już o robieniu zdjęć, które albo będą porządne albo żadne. Aczkolwiek być może na dniach coś powstanie, bo mi Max Factor obiecał do testów jakiś ich nowy super, hiper podkład a ja obiecałam rzetelną recenzję :p

W sobotę Julia skończy 4 lata. Urządzamy małe przyjęcie urodzinowe i nie mam zielonego pojęcia co przygotować do jedzenia.. Jakieś sugestie? ;) to przyjęcie głownie dla dzieci, nie przewiduję wystawnego obiadu z 3 dań + deseru ale nie wypada postawić przed gośćmi samego tortu ;)

wtorek, 26 lipca 2011

tak się zastanawiam...

... czy jest sens tworzyć kolejnego bloga, gdzie będą recenzje kosmetyków, bb kremów tudzież innych upiększaczy etc? Jesli i tak już prawie nie mam czasu prodzadzić tego, czy pisać w nim, bo w sumie o czym?
Każdy dzień wygląda niemalże tak samo, pobudka, trochę sprzątania, obiad potem odprowadzenie dziecka do przedszkola (no, teraz już prosto do opiekunów, bo zaczęły się wakacje), potem praca i wracam tuż przed 23 - wtedy  to już wiadomo, mam siłę na chwilę rozmowy, prysznic i położenie się spać. W tygodniu nie mam czasu nawe na zakupy spożywcze :/ raz na jakis czas, kiedy już naprawdę trzeba zrobić trochę zapasów, zamawiam wszystko on-line i ASDA dowozi mi je prosto do domu ;) a mniejsze zakupy typu chleb, mleko, wędlina, ser etc. robi Sławek w pobliskich sklepach. Ten brak czasu ma też swoje plusy - nie mam kiedy wydawać zarobionych pieniędzy ;) Aczkolwiek łatwo mi się klika na kolejne azjatyckie cuda w ebayu i potem tylko wypatruję listonoszki :] Oczywiscie czytanie pewnego forum (powinni mnie zbanować tam, napewno bym oszczędziła na tym ;) i innych blogów sprawia, że ja też cos muszę mieć, że to będzie absolutnie mój kolor, mój ulubiony kosmetyk, whatever. Rzeczywistosć bywa brutalna jednak i potem albo ta rzecz leżakuje w szufladzie aż trafi do jakiejs koleżanki ;) no i jedną koleżankę powoli zarażam miłoscią do BB kremów ;P jeszcze nie wariuje tak jak ja ale to tylko kwestia czasu ;)

poniedziałek, 11 lipca 2011

dzień za dniem

Odkąd pracuję czas jakby leci szybciej, albo dni się skurczyły albo sama nie wiem, bo nie wyrabiam się czasem z podstawowymi rzeczami... choć muszę przyznać, że i tak jest lepiej niz było na początku ;)

Do pracy jeżdżę ze znajomym więc po odprowadzeniu Juli do przedszkola i powrocie do domu mam jeszcze jakies 20 min na szybkie ogarnięcie pozostawionych pod nogami gratów, spakowanie się, przebranie w super glamorous, granatowy ESD top i czarne jeansy :) ewentualne ich wysuszenie suszarką jesli podaczas drogi do przedszkola zastał nas deszcz :/

Dzisiaj czasu mam trochę więcej, bo dziecię w przedszkolu siedzi od 9 rano. Tak więc zrobiłam "nowy, czysty pokój" jak to okresla młoda dama, który w tym stanie prawdopodobnie przetrwa do jutra rana a potem do końca tygodnia znów będziemy slalomem omijać pozostawione na podłodze kredki, mazaki, malowanki, szklane kulki, pociągi, autka, karty, klocki, tory etc.

Kurczę, cieszę się, że pracuję :D fakt, mieszkanie zapuszczone ale ja o wiele szczęsliwsza ;) choć czasem zmęczona, czasem bardziej nerwowa kiedy ja mówię "sobie" a Jula robie "sobie" ale... trafiłam na fajną linię w pracy, fajnych ludzi, czas mija szybko i póki co z chęcią do tej pracy chodzę :D
Przerwy spędzam na czytaniu książek Jodi Picoult, bo po przyjsciu z pracy nie jestem już w stanie przeczytać tyle, kiedy pracy nie miałam ;) a jeszcze muszę przeczytać wiersze Brzechwy albo opowiesci o Julce ;) a książki Picoult wciągają mnie zawsze bardzo, bardzo i myslę sobie, że kiedy doczytam ostatnią (prorokuję, że w tym tygodniu) to chyba zacznę je czytać od nowa ;) 

Nuta na dzis: