czas płynie jakby trochę szybciej odkąd pracuję ;) to już 4 tydzień odkąd zaczęłam - dacie wiarę? ;P mialam ostatnio szkolenie na jeden z modeli telefonów Sony Ericsson, niestety nie dane mi było jeszcze na nim popracować, bo następnego dnia znowu przyszło kilka pudeł androidów htc i jakby przestało ich brakować ;) mam jednak nadzieję, że przyjrzę się tym SE wkrótce dużo bliżej niż HTC
Julia po przedszkolu jest odbierana przez opiekunkę - znowu obyło się bez fochów, płaczy etc. tak samo jak zaczynała przedszkole - po prostu przyjęła do wiadomosci, że mama jej odebrać nie może, bo pracuje i zrobi to taka ciemnoskóra pani :) W domu u opiekunów ma dużo dzieci, z którymi może się bawić i są to głównie dzieci starsze od niej co, ku naszej uciesze, przekłada się również na rozwój języka angielskiego u niej - Julka zaczyna do mnie mówić po angielsku :D i jest w tym coraz bardziej smiała. Mogłaby mi oddać jednakże trochę swojej energi - wstaje cos wczesniej ostatnio, ok 7:30 - 8:00 a zdarzało się nawet o 7 rano i pół dnia skacze jakby miała sprężynę w ... pupie a popołudniu nie spi... Skąd ona ma tyle siły? no skąd? ja bez takiego skaknia mam dni, że ledwo patrzę na te telefony w pracy. Jula często zasypia w aucie jak jedzie po mnie ze Sławkiem i potem tylko takie "zwłoki" przenosimy do łóżka i spi do rana. Jak uda jej się jednak przespać po przyjsciu od opiekunów to jak wracam z pracy to słyszę "Mamoooo, chodź się przytulimy i poczytamy małe książki" - sama mnie ciągnie do łózka, niemożliwe... :D
ja też juz przywykłam do nowego planu dnia :) w miarę... bo zazwyczaj brakuje mi czasu na zjedzenie sniadania... może i to się w końcu poprawi ;)
We all fall to the floor at some point. It's how you pick yourself up. That's the real challenge. Isn't it?
środa, 15 czerwca 2011
piątek, 3 czerwca 2011
dzień matki pieniężnej...
...czyli pierwsza wypłata po prawie 5 latach ;) już prawie zapomniałam jakie to miłe uczucie zobaczyć własnoręcznie zarobione pieniądze na swoim koncie :D
W pracy jak to w pracy - radzę sobie, rzekłabym coraz lepiej ;) pozwolili mi przyjsć jutro na nadgodziny choć normalnie trzeba przepracować tam przynajmniej miesiąc. Poniedziałek mieslismy ustawowo wolny, bo był Bank Holiday więc chociaż w sobotę popracuję sobie, nie? ;) poza tym to tylko 5 godzin od 7 rano do południa za półtorej stawki :P więc jak nie skorzystać. Nasiedziałam się w domu przez te lata i teraz jestem spragniona pracy jak widać ;)
W niedzielę jedziemy poznać opiekunkę dla Julki - ponieważ ja już jej nie mam jak odbierać z przedszkola a koleżanka, która zajmowała się nią przez ostatnie 2 tyg jest w ciąży i ewidentnie widać, że ogarnięcie dwóch dziewczynek jest dla niej nie lada wyzwaniem postanowilismy znaleźć brytyjską childminder. No i nie ukrywam, że za jej opiekę (prawdopodobnie) 70% kosztów zwróci nam państwo a koleżance musiałam oddać sporą czesć swojej tygodniówki.
Powoli oboje wtapiamy się w nową codziennosć, choć bywa ciężko. Ja rano nie zawsze zdążę wszystko zrobić, dzisiaj np. nie ma obiadu i pewnie trzeba będzie upiec zamrożoną rybę, bo ja nie zdążę wyjsc do sklepu po zakupy. Jak wracam to Julka albo już spi albo prawie zasypia, ja zresztą też ;) Nie mam nawet czasu pomalować paznoci - od poniedziałku mam ten sam kolor :D co do mnie jest niepodobne ;) na szczęscie "pękający" lakier odswieża manicure w kilka sekund więc jakos dam radę do soboty a później zaszaleję :P
W pracy jak to w pracy - radzę sobie, rzekłabym coraz lepiej ;) pozwolili mi przyjsć jutro na nadgodziny choć normalnie trzeba przepracować tam przynajmniej miesiąc. Poniedziałek mieslismy ustawowo wolny, bo był Bank Holiday więc chociaż w sobotę popracuję sobie, nie? ;) poza tym to tylko 5 godzin od 7 rano do południa za półtorej stawki :P więc jak nie skorzystać. Nasiedziałam się w domu przez te lata i teraz jestem spragniona pracy jak widać ;)
W niedzielę jedziemy poznać opiekunkę dla Julki - ponieważ ja już jej nie mam jak odbierać z przedszkola a koleżanka, która zajmowała się nią przez ostatnie 2 tyg jest w ciąży i ewidentnie widać, że ogarnięcie dwóch dziewczynek jest dla niej nie lada wyzwaniem postanowilismy znaleźć brytyjską childminder. No i nie ukrywam, że za jej opiekę (prawdopodobnie) 70% kosztów zwróci nam państwo a koleżance musiałam oddać sporą czesć swojej tygodniówki.
Powoli oboje wtapiamy się w nową codziennosć, choć bywa ciężko. Ja rano nie zawsze zdążę wszystko zrobić, dzisiaj np. nie ma obiadu i pewnie trzeba będzie upiec zamrożoną rybę, bo ja nie zdążę wyjsc do sklepu po zakupy. Jak wracam to Julka albo już spi albo prawie zasypia, ja zresztą też ;) Nie mam nawet czasu pomalować paznoci - od poniedziałku mam ten sam kolor :D co do mnie jest niepodobne ;) na szczęscie "pękający" lakier odswieża manicure w kilka sekund więc jakos dam radę do soboty a później zaszaleję :P
wtorek, 24 maja 2011
nauka.
Pierwsze dwa dni nauki za mną i ufff... czuję, że zwoje mózgowe jakby na nowo zaczęły działać po 4 latach zajmowania się tylko domem i dzieckiem ;)
Wczoraj 8 godzin teorii z mnóstwem technicznego słownictwa - ale już wiem co to jest PCB - printed circuit board, wiem co to Level 1 i Level 2 repair i wiele wiele innych :) i jeszcze się nauczyłam, że jak się spóźnię na autobus jadący w stronę Bermuda Park to taksówka z miasta na Bermuda Park jest zajebiście droga :/ i warto jednak złapać ten autobus obok nas wcześniej skoro jeździ co 10min... :O
dzisiaj ciąg dalszy teorii + trochę praktyki, którą będę szlifować jutro. Rozczarowana trochę jestem tylko tym, że pójdę do telefonów htc - ja jedna z całej grupy [reszta będzie na Blackberry i Sony Ericcson] - a ich się nie rozkręca :/ nie mają koncesji na to (jeszcze) tylko robi im sie podstawowy test i wrzuca nowe oprogramowanie - z drugiej strony może i dobrze, bo i ryzyko popsucia telefonu wartego £400 jest dużo mniejsze ;)
zaskoczyła mnie ilość Polaków pracująca w tym przybytku - słyszałam, że sa tam jakieś Polki ale nie myślałam, że AŻ TYLE :D wczoraj mignęło mi parę polskich twarzy, trochę polskich rozmów wpadło w ucho na kantynie ale dzisiaj widząc jak przychodzi popołudniowa zmiana stwierdziłam, że tam jest jakieś 60-65% Polaków :)
bo wiecie jak to jest z Polakami na emigracji - we can spot Polish people just like Asians can spot each other ;)
Julia zostaje u cioci Izy z Martynką - wczoraj wróciła zmęczona jak pies - zasnęła w aucie i spała i spała... obudziła się na 2 godziny i poszła znowu spać przesypiając CAŁĄ noc u siebie w pokoju bez żadnych wedrówek do naszego łóżka :) which is good ;P dzisiaj przespała się u cioci i właśnie bawi się w najlepsze - chyba tęskni za swoimi zabawkami ;)
Rano nie miała siły wstać, ubierałam ją na tzw. śpiocha wciągając majtki i spodnie na dupę jak ona spała w najlepsze a potem poganiałam, że ma szybko przyjść i zjeść sniadanie i włosy trzeba uczesać, bo już zaraz po nas przyjadą. Dałyśmy radę, w pracy byłam na czas :)
Jutro zaczynam swoją normalną zmianę na 14:00 więc jakoś się musimy same z Julią dostać do miasta, potem do kina na Bermuda Park a tam juz ciocia ją odbierze a ja pójdę do pracy :D
... i to by było na tyle moich wrażeń :)
Wczoraj 8 godzin teorii z mnóstwem technicznego słownictwa - ale już wiem co to jest PCB - printed circuit board, wiem co to Level 1 i Level 2 repair i wiele wiele innych :) i jeszcze się nauczyłam, że jak się spóźnię na autobus jadący w stronę Bermuda Park to taksówka z miasta na Bermuda Park jest zajebiście droga :/ i warto jednak złapać ten autobus obok nas wcześniej skoro jeździ co 10min... :O
dzisiaj ciąg dalszy teorii + trochę praktyki, którą będę szlifować jutro. Rozczarowana trochę jestem tylko tym, że pójdę do telefonów htc - ja jedna z całej grupy [reszta będzie na Blackberry i Sony Ericcson] - a ich się nie rozkręca :/ nie mają koncesji na to (jeszcze) tylko robi im sie podstawowy test i wrzuca nowe oprogramowanie - z drugiej strony może i dobrze, bo i ryzyko popsucia telefonu wartego £400 jest dużo mniejsze ;)
zaskoczyła mnie ilość Polaków pracująca w tym przybytku - słyszałam, że sa tam jakieś Polki ale nie myślałam, że AŻ TYLE :D wczoraj mignęło mi parę polskich twarzy, trochę polskich rozmów wpadło w ucho na kantynie ale dzisiaj widząc jak przychodzi popołudniowa zmiana stwierdziłam, że tam jest jakieś 60-65% Polaków :)
bo wiecie jak to jest z Polakami na emigracji - we can spot Polish people just like Asians can spot each other ;)
Julia zostaje u cioci Izy z Martynką - wczoraj wróciła zmęczona jak pies - zasnęła w aucie i spała i spała... obudziła się na 2 godziny i poszła znowu spać przesypiając CAŁĄ noc u siebie w pokoju bez żadnych wedrówek do naszego łóżka :) which is good ;P dzisiaj przespała się u cioci i właśnie bawi się w najlepsze - chyba tęskni za swoimi zabawkami ;)
Rano nie miała siły wstać, ubierałam ją na tzw. śpiocha wciągając majtki i spodnie na dupę jak ona spała w najlepsze a potem poganiałam, że ma szybko przyjść i zjeść sniadanie i włosy trzeba uczesać, bo już zaraz po nas przyjadą. Dałyśmy radę, w pracy byłam na czas :)
Jutro zaczynam swoją normalną zmianę na 14:00 więc jakoś się musimy same z Julią dostać do miasta, potem do kina na Bermuda Park a tam juz ciocia ją odbierze a ja pójdę do pracy :D
... i to by było na tyle moich wrażeń :)
piątek, 20 maja 2011
what a crazy week.
i chciałoby się jeszcze rzec Thank God it's over ale kolejny tydzień też zapowiada się ciekawie :)
po pierwsze primo - DOSTAŁAM PRACĘ!!! hura! :D dziękuję wszystkim trzymającym kciuki - jak widać pomogły :))) Cmok :*
zadzwonili do mnie następnego dnia kiedy wracałam z Julką z przedszkola - trochę wczesniej niż zwykle, bo dzieciarnia miała zawody i ja między innymi byłam tam, by im pomóc ;) Dziesięć okrążeń wokół przedszkolnego ogrodu - tunel, chodzenie po oponach, rózwnoważnia, linowy most, beczka i cos tam jeszcze. A mnie sierotkę podczas tych zabaw udziabał bąk :( tzn. nic mi na szczęscie nie jest ale stracha miałam, bo jestem uczulona na takie ukąszenia. Widać przez dżinsy nie mógł się dobrze przebić ;)
po drugie primo - zepsułam sobie moje ukochane maleństwo pod postacią netbooka - osobiscie wylałam na niego gorącą, zieloną herbatę dając mu popływać i przy okazji parząc sobie nogę :/ yyyhhh... jeszcze spróbuję poszukać rachunku za niego i w sklepie wcisnąć ciemnotę, że ja naprawdę nie wiem co jest grane, bo działał i nagle przestał... może łykną, bo tutaj w UK jest to możliwe ;)
Oczywiscie chcąc - nie chcąc piszę z komputeraz stacjonarnego, w którym wkurzają mnie klapiące klawisze i brak małej literki Ś (zauważyliscie? :D)
po trzecie primo - w przyszłym tygodniu kiedy to zaczynam pracę muszę przychodzić na trening od 8 rano i nie mam gdzie dziecka podziać ;) [normalnie będę zaczynać zmianę o 14:00 i kończyć o 22:30] mam nadzieję, że nam znajomi pomogą, bo inaczej kiepsko to widzę :/ narazie załatwiłam dzióbkowi tydzień wolnego w przedszkolu, potem jeszcze kolejny tydzień i tak mają wolne, bo zaczyna się Half Term
i jeszcze do tego wszystkiego jestem chora :( zaczęło się od niewinnego bolu gardła, a od wczoraj doszła gorączka, dreszcze i ogólna niemoc. I żeby nie wiem co, do poniedziałku muszę być zdrowa. A po dzisiejszej wizycie w moim nowym miejscu pracy ledwo żyję. Zapowiadało się dobrze - podwiózł mnie znajomy, myslałam, że wszystko będzie trwało ze 2 godziny a tu sie okazało, że po 30min i podpisaniu stosu papierów jestesmy wolni i see you monday :) Głupio mi było dzwonić po niego wiedząc, że pewnie dopiero przekroczył próg mieszkania więc zabrałam się z dwiema nowo poznanymi osobami na piechotę w okolice szpitala. "Kolega" powiedział, że pokaże nam SKRÓT - szlismy około 40min żwawym krokiem, ja z gorączką i "trzęsiawką" jak już zobaczyłam w końcu przystanek autobusowy to się ucieszyłam jak już dawno nie ;) dojechałam do miasta, potem z miasta do koleżanki odebrać dziecię, potem do przedszkola załatwić wolne i spowrotem do domu po drodze kupując leki przeciwgorączkowe. Ledwo żyję...
po pierwsze primo - DOSTAŁAM PRACĘ!!! hura! :D dziękuję wszystkim trzymającym kciuki - jak widać pomogły :))) Cmok :*
zadzwonili do mnie następnego dnia kiedy wracałam z Julką z przedszkola - trochę wczesniej niż zwykle, bo dzieciarnia miała zawody i ja między innymi byłam tam, by im pomóc ;) Dziesięć okrążeń wokół przedszkolnego ogrodu - tunel, chodzenie po oponach, rózwnoważnia, linowy most, beczka i cos tam jeszcze. A mnie sierotkę podczas tych zabaw udziabał bąk :( tzn. nic mi na szczęscie nie jest ale stracha miałam, bo jestem uczulona na takie ukąszenia. Widać przez dżinsy nie mógł się dobrze przebić ;)
po drugie primo - zepsułam sobie moje ukochane maleństwo pod postacią netbooka - osobiscie wylałam na niego gorącą, zieloną herbatę dając mu popływać i przy okazji parząc sobie nogę :/ yyyhhh... jeszcze spróbuję poszukać rachunku za niego i w sklepie wcisnąć ciemnotę, że ja naprawdę nie wiem co jest grane, bo działał i nagle przestał... może łykną, bo tutaj w UK jest to możliwe ;)
Oczywiscie chcąc - nie chcąc piszę z komputeraz stacjonarnego, w którym wkurzają mnie klapiące klawisze i brak małej literki Ś (zauważyliscie? :D)
po trzecie primo - w przyszłym tygodniu kiedy to zaczynam pracę muszę przychodzić na trening od 8 rano i nie mam gdzie dziecka podziać ;) [normalnie będę zaczynać zmianę o 14:00 i kończyć o 22:30] mam nadzieję, że nam znajomi pomogą, bo inaczej kiepsko to widzę :/ narazie załatwiłam dzióbkowi tydzień wolnego w przedszkolu, potem jeszcze kolejny tydzień i tak mają wolne, bo zaczyna się Half Term
i jeszcze do tego wszystkiego jestem chora :( zaczęło się od niewinnego bolu gardła, a od wczoraj doszła gorączka, dreszcze i ogólna niemoc. I żeby nie wiem co, do poniedziałku muszę być zdrowa. A po dzisiejszej wizycie w moim nowym miejscu pracy ledwo żyję. Zapowiadało się dobrze - podwiózł mnie znajomy, myslałam, że wszystko będzie trwało ze 2 godziny a tu sie okazało, że po 30min i podpisaniu stosu papierów jestesmy wolni i see you monday :) Głupio mi było dzwonić po niego wiedząc, że pewnie dopiero przekroczył próg mieszkania więc zabrałam się z dwiema nowo poznanymi osobami na piechotę w okolice szpitala. "Kolega" powiedział, że pokaże nam SKRÓT - szlismy około 40min żwawym krokiem, ja z gorączką i "trzęsiawką" jak już zobaczyłam w końcu przystanek autobusowy to się ucieszyłam jak już dawno nie ;) dojechałam do miasta, potem z miasta do koleżanki odebrać dziecię, potem do przedszkola załatwić wolne i spowrotem do domu po drodze kupując leki przeciwgorączkowe. Ledwo żyję...
wtorek, 17 maja 2011
telefon.
Wracając dziś z przedszkola po odprowadzeniu doń dziecka dostałam telefon...
- Dzień dobry, czy to pani Małgorzata B.?
- Tak, to ja.
- Składała pani swoje CV w sprawie pracy w UniPart. Czy jest pani nadal zainteresowana.
- [fucking hell :D] oczywiście, że jestem.
- ...
- ...
.
.
.
.
.
- W takim razie zapraszam jutro o 10 rano na rozmowę, proszę pamiętać - lewe wejście.
- Dziękuję, będę.
Hell yeah :D
Trzymajcie za mnie kciuki :)))
- Dzień dobry, czy to pani Małgorzata B.?
- Tak, to ja.
- Składała pani swoje CV w sprawie pracy w UniPart. Czy jest pani nadal zainteresowana.
- [fucking hell :D] oczywiście, że jestem.
- ...
- ...
.
.
.
.
.
- W takim razie zapraszam jutro o 10 rano na rozmowę, proszę pamiętać - lewe wejście.
- Dziękuję, będę.
Hell yeah :D
Trzymajcie za mnie kciuki :)))
sobota, 7 maja 2011
te dni
Nie znoszę ich, i siebie przy okazji też... denerwuje mnie byle co, byle błahostka wyprowadza mnie z równowagi, obżeram się czekoladą bez opamiętania a potem mam cholerne wyrzuty sumienia :/
I oczywiście cera też się mści za bycie kobietą :O zupełnie jakby zszargane nerwy mi nie wystarczały...
A jeszcze jakby tego było mało, sama zrobiłam sobie "kuku" mieszając odrobinę podkładu Revlon Photready z moim cudownym BB kremem, który normalnie sprawia, że wyglądam jak królowa balu :( Nie wiem ki diabeł mnie podpuścił żeby to dziadostwo mieszać z moją Misshą PC... chyba szkoda mi było, że podkład zalega już w szufladzie około roku i mam co chciałam... a już tak było ładnie, no!
Najpierw się cieszyłam, że skóra wygląda super gładko i promiennie aż pewnego dnia budzę się, patrzę w lustro i niedowierzaniem przecieram oczy. Widok ukazał mi się mniej więcej taki:
Więc teraz doprowadzenie się do wyglądu pozwalającego mi wyjść z domu i sprawienie, żeby ludzie nie uciekali na mój widok zajmuje mi dwa razy dłużej... Niech te dni już przyjdą, skończą się i niech rozhuśtane hormony wrócą do normy, uch... :(
-----------------------
wczoraj po południu usłyszałam w TV ten stary hit. Nie chce mi teraz wyjść z głowy. W sumie dobrze - poprawia mi humor ;)
I oczywiście cera też się mści za bycie kobietą :O zupełnie jakby zszargane nerwy mi nie wystarczały...
A jeszcze jakby tego było mało, sama zrobiłam sobie "kuku" mieszając odrobinę podkładu Revlon Photready z moim cudownym BB kremem, który normalnie sprawia, że wyglądam jak królowa balu :( Nie wiem ki diabeł mnie podpuścił żeby to dziadostwo mieszać z moją Misshą PC... chyba szkoda mi było, że podkład zalega już w szufladzie około roku i mam co chciałam... a już tak było ładnie, no!
Najpierw się cieszyłam, że skóra wygląda super gładko i promiennie aż pewnego dnia budzę się, patrzę w lustro i niedowierzaniem przecieram oczy. Widok ukazał mi się mniej więcej taki:
![]() | ||
| www.nataliedee.com |
-----------------------
wczoraj po południu usłyszałam w TV ten stary hit. Nie chce mi teraz wyjść z głowy. W sumie dobrze - poprawia mi humor ;)
poranek
Za oknem powoli dnieje, a ja siedzę w z filiżanką świeżo zaparzonej kawy. Wróciłyśmy z Julią do normalnego rytmu dnia tzn. koniec przerwy świątecznej, która u nas trwała 3 tygodnie (!) - pierwszy tydzień siedziałyśmy w domu z bolącą nogą, drugi tydzień wszyscy chorowaliśmy, trzeci wracaliśmy powoli do życia ;) W ostatni weekend pojechaliśmy za to do zamku w Kenilworth, gdzie odbywały sie pokazy życia ludności w XVII wieku oraz inscenizacja wojny domowej z 1635 roku - no tu się Julce już nie podobało - stanowczo za głośno, za dużo strzelania z muszkietów, przez prawie cały czas siedziała zakrywając uszy rękoma ;)
Od wtorku wróciła do przedszkola - ufff... wreszcie i ja wpadłam na normalny tor. Nie mogłam się zorganizować wiedząc, że nigdzie nie możemy i nie musimy iść. A tak wiem, że o konkretnej godzinie trzeba wyjść i odprowadzić dziecię do przedszkola, wcześniej trzeba ogarnąć siebie i ją i mieszkanie. Potem wracam, wstawiam obiad, chwilę odpocznę i wracam po nią. No i Julka znowu normalnie sypia popudniami :] w końcu zabawa w przedszkolu jest taka wyczerpująca ;) Nie ukrywam, że bardzo sobie cenię te 2-3 godziny całkowitego spokoju. A jak Julia jest zmęczona to zasypia gdzie popadnie. Na podłodze, na fotelu, na krześle... i mnie to pasuje. Przenoszę potem zwłoki do łóżka i delektuję się świętym spokojem :)
A ile to ja już się nasłuchałam: "nie daj jej spać po południu, przetrzymaj ją to będzie chodzić spać wcześniej niż o 23-24-tej a ty będziesz miała wolny wieczór". O taaaak, zapewne :D niektóre z tych zdjęć są właśnie próbą przetrzymania jej w niespaniu - nie ma mocnych, jak jej się chce spać, to zaśnie i koniec. A i ja sama nie chodzę "spać z kurami" więc jej późno-wieczorne siedzenie w niczym mi nie przeszkadza :P
![]() | |||||||
| Keniworth Castle |
![]() |
| Julka sobie pobębniła trochę ;) |
Od wtorku wróciła do przedszkola - ufff... wreszcie i ja wpadłam na normalny tor. Nie mogłam się zorganizować wiedząc, że nigdzie nie możemy i nie musimy iść. A tak wiem, że o konkretnej godzinie trzeba wyjść i odprowadzić dziecię do przedszkola, wcześniej trzeba ogarnąć siebie i ją i mieszkanie. Potem wracam, wstawiam obiad, chwilę odpocznę i wracam po nią. No i Julka znowu normalnie sypia popudniami :] w końcu zabawa w przedszkolu jest taka wyczerpująca ;) Nie ukrywam, że bardzo sobie cenię te 2-3 godziny całkowitego spokoju. A jak Julia jest zmęczona to zasypia gdzie popadnie. Na podłodze, na fotelu, na krześle... i mnie to pasuje. Przenoszę potem zwłoki do łóżka i delektuję się świętym spokojem :)
Zdarza jej się zasnąć tak, jak już wcześniej pokazywałam:
albo z głową na fotelu
na kocu na podłodze z niedokończoną porcją żelków ;)
jeśli akurat ogląda bajki na YouTubie to zasypia też tak:
albo tak:
i jeszcze jedna pozycja do zasypiania w swoim fotelu (na podłodze znowu rozsypane żelki :D ):
a jeśli akurat leci bajka w TV albo z płyty to zasypia też w ten sposób:
A ile to ja już się nasłuchałam: "nie daj jej spać po południu, przetrzymaj ją to będzie chodzić spać wcześniej niż o 23-24-tej a ty będziesz miała wolny wieczór". O taaaak, zapewne :D niektóre z tych zdjęć są właśnie próbą przetrzymania jej w niespaniu - nie ma mocnych, jak jej się chce spać, to zaśnie i koniec. A i ja sama nie chodzę "spać z kurami" więc jej późno-wieczorne siedzenie w niczym mi nie przeszkadza :P
czwartek, 28 kwietnia 2011
przesyłka od Kasi + poświąteczny update
Dostałam wczoraj paczuszkę od Kasi :D
obiecała mi aniołki i mam :)))
są cudowne i prześlicze!
Kasiu ogromnie Ci dziękuję - za pracę, za włożone serce w te figurki, że Ci się chciało i w ogóle.
Julka od razu wypatrzyła na tym małym, że "on ma takie same walkocyki jak ja" ale i tak zabierała mi mojego fioletowego, bo jest większy. Małemu urwało się skrzydło w transporcie ale zaraz po otrzymaniu przesyłki pojechałyśmy do miasta w celu zakupienia Super Glue tak więc mały anioł jest już po reanimacji ;)
Ja nie wiem Kasiula, jak ty wylepiasz te aniołki, nawet jakbym chciała to nie potrafię, patrząc na te cuda, ulepić chociaż w 1/10 tak coś pięknego jak Ty.
I wcale nie są za jaskrawe - ten mały ma taki kolor bluzki jak mój lakier do paznokci i wcale go nie uważam za jakiś "oczowalący" kolor :] A duży się pięknie uśmiecha - może jak tak będę patrzeć na niego to mi się udzieli ;)
Julia bardzo ucieszyła się małych czekoladek i tych "patycków", które od razu zjadła ;) a ja dzisiaj do kawy miałam to słodkie Wedlowskie coś - pycha :D
Do paczki dołączony był też ręcznie napisany list - świetnie się czyta coś, co w dzisiejszych czasach jest już niemal przeżytkiem ;)
Kasiula, dziękuję raz jeszcze :*** jesteś kochana <3
Święta zleciały szybko i spokojnie - nie licząc nas, usmarkanych po pas. Julia wyzdrowiała, my nadal walczymy. W sumie jest już ok, gdyby nie te moje zatoki - codziennie około południa mam wrażenie, że mi zaraz pęknie głowa i bez Nurofenu Forte nie funkconuję. DO tego boli mnie nos od ciągłego smarkania, a smarowanie bolącego miejsca niewiele pomaga :/ jakoś to będzie, nie?
Dziecku bardzo podobało się malowanie jajek - szkoda tylko, że przez krótką chwilę i resztę dokończyć musieliśmy my... a cały tydzień gadała "czy możemy już pomalować jajka?"
A ja się jak zwykle wyżyłam w kuchni :P
zrobiłam tartę serową wg przepisu Dwóch Chochelek, która po upieczeniu i polaniu sosem malinowym prezentowała się tak:
Nie pytajcie ile przytyłam, po świętach boję się wejść na wagę :o
a jest się czego bać, oj jest... :/
obiecała mi aniołki i mam :)))
są cudowne i prześlicze!
Kasiu ogromnie Ci dziękuję - za pracę, za włożone serce w te figurki, że Ci się chciało i w ogóle.
Julka od razu wypatrzyła na tym małym, że "on ma takie same walkocyki jak ja" ale i tak zabierała mi mojego fioletowego, bo jest większy. Małemu urwało się skrzydło w transporcie ale zaraz po otrzymaniu przesyłki pojechałyśmy do miasta w celu zakupienia Super Glue tak więc mały anioł jest już po reanimacji ;)
Ja nie wiem Kasiula, jak ty wylepiasz te aniołki, nawet jakbym chciała to nie potrafię, patrząc na te cuda, ulepić chociaż w 1/10 tak coś pięknego jak Ty.
I wcale nie są za jaskrawe - ten mały ma taki kolor bluzki jak mój lakier do paznokci i wcale go nie uważam za jakiś "oczowalący" kolor :] A duży się pięknie uśmiecha - może jak tak będę patrzeć na niego to mi się udzieli ;)
Julia bardzo ucieszyła się małych czekoladek i tych "patycków", które od razu zjadła ;) a ja dzisiaj do kawy miałam to słodkie Wedlowskie coś - pycha :D
oto co dostałyśmy :)
Anioły
Julka zajądająca "tego patycka"
Do paczki dołączony był też ręcznie napisany list - świetnie się czyta coś, co w dzisiejszych czasach jest już niemal przeżytkiem ;)
Kasiula, dziękuję raz jeszcze :*** jesteś kochana <3
Święta zleciały szybko i spokojnie - nie licząc nas, usmarkanych po pas. Julia wyzdrowiała, my nadal walczymy. W sumie jest już ok, gdyby nie te moje zatoki - codziennie około południa mam wrażenie, że mi zaraz pęknie głowa i bez Nurofenu Forte nie funkconuję. DO tego boli mnie nos od ciągłego smarkania, a smarowanie bolącego miejsca niewiele pomaga :/ jakoś to będzie, nie?
Dziecku bardzo podobało się malowanie jajek - szkoda tylko, że przez krótką chwilę i resztę dokończyć musieliśmy my... a cały tydzień gadała "czy możemy już pomalować jajka?"
w pełnym skupieniu ;)
A ja się jak zwykle wyżyłam w kuchni :P
zrobiłam tartę serową wg przepisu Dwóch Chochelek, która po upieczeniu i polaniu sosem malinowym prezentowała się tak:
a ja po zjedzeniu takiego kawałka wyglądałam tak ;)
oprócz tego był jeszcze zwykły sernik z polewą czekoladową, ciasto capuccino i inne pyszności ;)Nie pytajcie ile przytyłam, po świętach boję się wejść na wagę :o
a jest się czego bać, oj jest... :/
czwartek, 21 kwietnia 2011
sniffff...
Mamy piękną wiosnę, słońce, temperatura około 20 stopni (czasem więcej) i wszystko byłoby super, gdyby nie to, że cała nasza rodzina jest usmarkana po pas :/ gile oczywiście w uroczym, wiosennym kolorze... beee :/ dobrze, że nie ma przy tym gorączki, bo pewnie bym przestała funkcjonować.
Ale żyć trzeba, załatwiać sprawy też ktoś musi, prawda?
Przedwczoraj pojechałyśmy do centrum, chodzimy powoli - mniej więcej w tempie roczniaka, bo noga jeszcze boli, ale chodzimy ;) i to jest najważniejsze :)
Nieważne, że gil po pas, że kaszel taki, że płuca wyrywa... "Mamoooo, ja chcę loda! Mamo, zobacz, tam jest pan z lodami!"
A że ja się czuję prawdopodobniej kilka razy gorzej od dziecka to nie oponuję za bardzo - niech ma, może pomoże...
Lody są obowiązkowe kiedy wychodzimy z przedszkola do domu. Swoją drogą to ten dziadek wie, gdzie się ustawić tym lodowym vanem, żeby mieć zarobek... i za każdym razem słyszę to samo "O, mamo, zobacz, jest autko z lodami!" Na szczęście po przedszkolu Julia jest tak zmęczona, że mimo lodów obiad i tak zjada ;)
A potem jeszcze zobaczyła karuzelę - no to już był istny szał ciał - mimo kuśtykania przyśpieszyła tempo tak, jakby zaraz jej ta karuzela miała odfrunąć :] tak więc jestem dobrej myśli, że niedługo to utykanie już całkowicie przejdzie i w końcu nasze spacery nabiorą tempa :)
No i to by było na tyle ;)
Muszę poprzestwiać u Julki w pokoju jej graty, bo dzisiaj na noc zostaje u nas 9-miesięczny syn koleżanki :) Julia na razie jest zadowolona, że będzie miała nowe towarzystwo - zobaczymy czy tak samo będzie zadowolona jak mały nie będzie mógł spać albo zrobi nocną pobudkę ;) bo, że takową zrobi jestem przekonana :) Mały zostaje narazie na jedną noc, kolejne w przyszłym tygodniu :)
HAPPY EASTER EVERYONE! :o)
P.S.My jeszcze nawet nie mamy koszyczka :/ ale jutro całą rodziną jedziemy na zakupy zaopatrzyć się w niezbędne rzeczy ;)
![]() | |
| www.nataliedee.com |
Przedwczoraj pojechałyśmy do centrum, chodzimy powoli - mniej więcej w tempie roczniaka, bo noga jeszcze boli, ale chodzimy ;) i to jest najważniejsze :)
Nieważne, że gil po pas, że kaszel taki, że płuca wyrywa... "Mamoooo, ja chcę loda! Mamo, zobacz, tam jest pan z lodami!"
A że ja się czuję prawdopodobniej kilka razy gorzej od dziecka to nie oponuję za bardzo - niech ma, może pomoże...
Lody są obowiązkowe kiedy wychodzimy z przedszkola do domu. Swoją drogą to ten dziadek wie, gdzie się ustawić tym lodowym vanem, żeby mieć zarobek... i za każdym razem słyszę to samo "O, mamo, zobacz, jest autko z lodami!" Na szczęście po przedszkolu Julia jest tak zmęczona, że mimo lodów obiad i tak zjada ;)
A potem jeszcze zobaczyła karuzelę - no to już był istny szał ciał - mimo kuśtykania przyśpieszyła tempo tak, jakby zaraz jej ta karuzela miała odfrunąć :] tak więc jestem dobrej myśli, że niedługo to utykanie już całkowicie przejdzie i w końcu nasze spacery nabiorą tempa :)
No i to by było na tyle ;)
Muszę poprzestwiać u Julki w pokoju jej graty, bo dzisiaj na noc zostaje u nas 9-miesięczny syn koleżanki :) Julia na razie jest zadowolona, że będzie miała nowe towarzystwo - zobaczymy czy tak samo będzie zadowolona jak mały nie będzie mógł spać albo zrobi nocną pobudkę ;) bo, że takową zrobi jestem przekonana :) Mały zostaje narazie na jedną noc, kolejne w przyszłym tygodniu :)
HAPPY EASTER EVERYONE! :o)
P.S.My jeszcze nawet nie mamy koszyczka :/ ale jutro całą rodziną jedziemy na zakupy zaopatrzyć się w niezbędne rzeczy ;)
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
powolutku chodzimy ;)
ufff... na szczęście z julkową nogą jest coraz lepiej. W czwartek pojechałyśmy do lekarza, ten dał nam skierowanie na rentgen, prześwietlenie "nie wykazało nic niepokojącego". Swoją drogą ten cały rentgen mało nie doprowadził mnie do furii :/ radiolodzy zrobili ze dwa zdjęcia, pooglądali, podumali i mówią mi, że nie ma się co martwić... to ja się pytam, czy to oznacza, że noga NIE jest złamana a oni mi na to, że nie mogą stwierdzić, czy noga jest złamana czy nie, bo oni lekarzami nie są i nie mogą postawić diagnozy :o i żebym ZA TYDZIEŃ zadzwoniła do przychodzni i umówiła się z lekarzem rodzinnym :o no ręce mi opadły... czyli co? jakby noga była złamana to byśmy miały jeszcze czakać tydzień na założenie gipsu? mam nadzieję, że nie, że potrafiliby stwierdzić złamanie i wysłali by nas po prześwietleniu do lekarza na A&E. Uch... jednak pani radiolożce chyba zrobiło się nas żal kiedy patrzyła jak ubieram Julkę i ona przy każdym najmniejszym ruchu nogą krzyczała z bólu, że powiedziała, że ona sama pójdzie ze zdjęciem do lekarza z oddziału nagłych przypadków i zapyta się czy noga nie jest napewno złamana. No i i nie jest ;)
wczoraj pannę Juliannę wyciągnełam do sklepu - zajęło nam to co prawda dwa razy więcej czasu ale cóż - trzeba trochę się rozruszać, bo przez ostatni tydzień głównie siedziała na fotelu/kanapie/krześle. Przez ostatnie dwa czy trzy dni przypomniałam sobie jak to mieć raczkujące dziecko w domu... i chyba zdecydowanie wolę mnieć "chodzącą wersję" dziecka w domu ;)
ach, zapomniałam wspomnieć - w międzyczasie przychodził do nas kot z sąsiedztwa i Julia jak usłyszała, że kot jej pomoże nogę wyleczyć, łaskawie pozwoliła mu na sobie poleżeć :D

i jeszcze sama mówiła, żeby jej zdjęcie zrobić ;)
P.S. to całe zamieszanie przy rentganie sprawiło, że zaczynam się zastanawiać nad napisaniem posta o najbardziej absurdalnych, śmiesznych i wkurzających mnie rzeczach w UK :]
wczoraj pannę Juliannę wyciągnełam do sklepu - zajęło nam to co prawda dwa razy więcej czasu ale cóż - trzeba trochę się rozruszać, bo przez ostatni tydzień głównie siedziała na fotelu/kanapie/krześle. Przez ostatnie dwa czy trzy dni przypomniałam sobie jak to mieć raczkujące dziecko w domu... i chyba zdecydowanie wolę mnieć "chodzącą wersję" dziecka w domu ;)
ach, zapomniałam wspomnieć - w międzyczasie przychodził do nas kot z sąsiedztwa i Julia jak usłyszała, że kot jej pomoże nogę wyleczyć, łaskawie pozwoliła mu na sobie poleżeć :D

i jeszcze sama mówiła, żeby jej zdjęcie zrobić ;)
P.S. to całe zamieszanie przy rentganie sprawiło, że zaczynam się zastanawiać nad napisaniem posta o najbardziej absurdalnych, śmiesznych i wkurzających mnie rzeczach w UK :]
Subskrybuj:
Posty (Atom)














